Wednesday, 22 October 2014

Ciekawostki ekologiczne

 

Mama dostała czekoladki i martwi się że będzie gruba.  Widziałyśmy w telewizji program ekologiczny. To było jakiś czas temu i nie pamiętamy, gdzie to było. Oni byli w Skandynawii i było o ludziach, którzy powrócili do natury. W Norwegii było małżeństwo, które na Północy ma dom, gdzie wszystko jest jak w XIV wieku. Odtworzyli takie warunki - nie ma prądu, ciepłej wody, facet orze pole drewnianym pługiem, zaprzężonym w konika. Jedzą przy świecach, które są w wielkich, srebrnych lichtarzach. Chyba w ogóle żyją przy świecach, w Skandynawii, gdzie długi czas jest ciemno. Nie mają lodówki i trzymają jedzenie w strumieniu, do którego muszą dojść kawałek polną ścieżką. Jest tam też kot :). Potem byli w Szwecji, gdzie jest małżeństwo, które zbudowało dom według oryginalnego domu Wikingów, średniowieczny model. Wygląda bardzo ładnie, jest parterowy, z przybudówkami, taki rozłożysty. Jest zaprojektowany tak, żeby okna były tylko od południa, a ściana, gdzie pada najwięcej śniegu, jest mocniejsza i różne takie... Centralne miejsce domu to gliniany piec, wyglądający jak pień drzewa. Poza tym wszystko jest z drzewa. Wychowują się tam małe Wikingi, wyglądały na całkiem zadowolone. Oczywiście mają uprawę bio w przydomowym ogrodzie, własne kury, wiecie... Tylko chyba zimno tam. Mówili, że taki średniowieczny piec naprawdę dobrze nagrzewa dom, ale nie wierzę w to. Potem byli na Spitsbergenie i tam jest bank nasion w starej kopalni. Mama mówi, że jej marzeniem jest pracować w takim banku. Jest stworzony przez jakąś międzynarodową agencję na wypadek ogólnoświatowego kataklizmu. Są tam nasiona warzyw i zbóż uprawnych, aby na planecie nie nastąpiła totalna klęska. Co kilka lat wymieniają te nasiona.

Monday, 20 October 2014

Niepowodzenie uprawy balkonowej

Mama odniosła niepowodzenie w uprawie balkonowej. Była to mała uprawa eksperymentalna, marchew odmiany " amsterdamska", lawenda z nasion, koper, rzodkiewka, poziomki z nasion i mięta, kupiona w doniczce. Udał się tylko koper... Wszystko było bio, ziemia była bez nawozu, tylko ze skorupkami jajek zakopanymi. Ja, kot, bardzo lubię spędzać czas na kopaniu w ziemi. Szczególnie w nocy, żeby na rano było... Żeby było tak fajnie, tak dużo ziemi wszędzie! Lubię po prostu wykopywać sobie taką skorupkę. Ale to nawet nie ja zepsułam. Mama nie pozwalała mi się do tego dobierać. Zwyczajnie na tym balkonie nic nie wyrasta. Jest wiatr i mało słońca. Marchew, owszem, miała nać i Mama już się ucieszyła, a tu nie ma tej pomarańczowej części! Mamie tak bardzo zależało na marchewkach, bo kupowane w sklepie z pewnością są z uprawy na nawozach azotowych. Marchew bardzo kumuluje azotyny i azotany, które są rakotwórcze. Teraz nie będzie w ogóle marchwi, bo Mama nie zna wiarygodnego żródła, żadnego dostawcy ekologicznego, któremu można zaufać. Lawenda nie kwitnie, rzodkiewka też nie miała bulwy. Poziomki z nasion są malutkie, tzn: krzaczki są malutkie, bo o owocach w ogóle nie ma mowy. Jednym słowem, jest na tyle kiepsko że nawet nie ma co fotografować.

Friday, 17 October 2014

Przysmaki na deszczowy dzień

Dziś prawie cały dzień siedziałam na parapecie, stąd wiem że deszcz pada. Wkurzają mnie doniczki, wiecie, że jestem kotem. Dziś jednak byłam taka senna że nawet nie strąciłam żadnej doniczki na podłogę. Mama uznaje tylko gliniane doniczki, bez ozdób, w stylu surowo- rustykalnym. Takie najlepiej się tłuką. Teraz kupiła większą, mam z nią trochę problemu. W ogóle chciałam uciec przez balkon, ale przystawiła tam piecyk elektryczny. Siedziałam kilka godzin i próbowałam otworzyć ten balkon i zauważyła to... Kupiła w prywatnych delikatesach rybnych sajrę w słoiku. Ta jest szczególnie smaczna, bo dodali do niej ziele angielskie i liść laurowy. Pochodzi z Łotwy. W ogóle sajra to ryba rzeczna, poławiana głównie w Rosji na północy i, jak się okazuje, też na Łotwie. Wspaniale jest jeść taką rybę ze słoika i przeglądać sobie na przykład magazyny o urządzaniu wnętrz. Kupiła też ciastka francuskie, bretońskie. Mama jest miłośniczką Francji i jedzenia francuskiego. Opowiadała mi że Bretania, ta nazwa, pochodzi od Brytania, bo jest to region Francji z bardzo silnymi wpływami z Wysp. Te ciasteczka są produkowane przemysłowo, ale nie czuje się tego. Mają przyzwoity skład bez żadnych świństw. Tradycyjna receptura regionalna.