Na przykład ten, gdyby włożyć trochę pieniędzy... Jest miejsce na mały farming in the city, nawet może kozę i kilka kur zielononóżek dałoby się hodować. Kilka grządek z warzywami i trochę kwiatków i nawet taki okrągły basem z supermarketu. Claire siedziałaby na dachu!
Tu był gołębnik na strychu, ale już jesienią zaczęła się rozbiórka... To miejsce było takie piękne, takie bardzo warszawskie! Warszawsko - podmiejskie. Ja bardzo lubię taki klimat zapyziałych przedmieść, ale to wszystko wchłaniają blokowiska albo budują piękne wille, jednak to nie to samo... Jak dla mnie taki domek z gołębnikiem to zabytek, one są najczęściej przedwojenne i stanowią jakiś styl. Ja bym nigdy tego nie sprzedała, nawet bym brała kredyty żeby to unowocześnić, w końcu to nie jest takie strasznie drogie... Ludzie z podobnego kupili mieszkanie w bloku i przejeżdżają tylko na weekendy i pomagają kotom, które na co dzień teraz tam mieszkają i rodzą... Niedaleko znalazłam Claire bardzo małą i miauczącą i przypuszczam że ona urodziła się w którymś z tych domków opuszczonych.
Taki domek można super urządzić. One często mają dużą kuchnię z piecem. Moja rodzina kiedyś kupiła taki dom na wsi za Płockiem, dobudowali tylko werandę i siedzieli tam pół roku na emeryturze a ja czasem przyjeżdżałam na wakacje. Były dwa pokoje, a raczej kuchnia i pokój. W tej kuchni stała wersalka i okrągły stół i jeszcze kredens i było sporo miejsca.
Chciałam jeszcze zrobić zdjęcie najfajniejszemu, który wyburzają, ale jak podeszłam to się okazało że zamieszkały tam VIP -y. Na podłodze leżały stare i brudne kołdry a na parapecie stał czajnik i kubki więc nawiałam! Szczęśliwie VIP-y były nieobecne, chyba poszły na żebry, ale jakoś tylko ograniczyłam się do sfotografowania tego fotela co sobie wystawili na podwórko i obok było sporo takich piw.







