Wednesday, 29 July 2015
Tuesday, 21 July 2015
Saturday, 18 July 2015
Rzeka dzieciństwa 2
Jakoś na wiosnę pisałam o Wiśle, a lipiec kojarzy mi się z górską rzeką Rabą, nad którą w dzieciństwie zawsze spędzałam wakacje. Pierwszy raz tam pojechałam kiedy miałam rok i tak każde wakacje, przez dwa miesiące, a przestaliśmy tam jeżdzić jak miałam 11 lat. Nigdy potem tam nie byłam, chociaż byłam niedaleko. Mogłabym tam pojechać ale nie chcę, bo to już nie będzie to samo miejsce.
Jeżdziliśmy tam bo część rodziny mojej mamy stamtąd pochodzi i szczególnie moja babcia chciała tam jeżdzić. Moi rodzice chcieli żebym bawiła się z wiejskimi dziećmi, ale one nie zawsze były dla mnie miłe. Pamiętam że jeden chłopczyk zabronił mi się bawić z grupą dzieci, był strasznie niemiły. Potem ukradkiem przyszedł inny chłopczyk i powiedział mi że rodzice tamtego mają konkurencyjną działalność do gospodyni, u której my wykupiliśmy obiady. Dziecko mściło się na tych, których rodzice wybrali konkurencję. Potem ukradkiem przyszła dziewczynka, która chciała na mnie popatrzeć i dotknąć moich spinek. Byłam trochę zdziwiona ale wyjaśniła że pierwszy raz widzi kogoś z Warszawy. "Na pewno jesteś z Warszawy?" - upewniała się. Ja byłam w szoku, a ta dziewczynka ; " Bo z Krakowa to już widziałam... Czy te spinki do włosów są z Warszawy?". To były żółte spinki z plastiku z zajączkiem, bardzo zwyczajne. Tak nauczyłam się że "Warszawa" ma znaczenie. Te dzieci przychodziły w tajemnicy przed tym chłopcem. Kilkuletnie dzieci i takie układy! Potem przyszła moja babcia i powiedziała żebym się nie przejmowała.
Lubię siedzieć nad rzeką. Potem jeżdziliśmy nad morze,ale kończyło się nad rzeką. Jest taka miejscowość Rowy, gdzie oprócz plaży jest jeszcze ujście rzeki z konkurencyjną, małą plażą. Cały czas spędzaliśmy nad tą rzeką, sporo ludzi tak robiło. Nad morze chodziliśmy tylko czasem.
Mój stary post o Wiśle:
http://www.claireinacave.blogspot.com/2015/03/nad-rzeka-dziecinstwa-part-1.html
Jeżdziliśmy tam bo część rodziny mojej mamy stamtąd pochodzi i szczególnie moja babcia chciała tam jeżdzić. Moi rodzice chcieli żebym bawiła się z wiejskimi dziećmi, ale one nie zawsze były dla mnie miłe. Pamiętam że jeden chłopczyk zabronił mi się bawić z grupą dzieci, był strasznie niemiły. Potem ukradkiem przyszedł inny chłopczyk i powiedział mi że rodzice tamtego mają konkurencyjną działalność do gospodyni, u której my wykupiliśmy obiady. Dziecko mściło się na tych, których rodzice wybrali konkurencję. Potem ukradkiem przyszła dziewczynka, która chciała na mnie popatrzeć i dotknąć moich spinek. Byłam trochę zdziwiona ale wyjaśniła że pierwszy raz widzi kogoś z Warszawy. "Na pewno jesteś z Warszawy?" - upewniała się. Ja byłam w szoku, a ta dziewczynka ; " Bo z Krakowa to już widziałam... Czy te spinki do włosów są z Warszawy?". To były żółte spinki z plastiku z zajączkiem, bardzo zwyczajne. Tak nauczyłam się że "Warszawa" ma znaczenie. Te dzieci przychodziły w tajemnicy przed tym chłopcem. Kilkuletnie dzieci i takie układy! Potem przyszła moja babcia i powiedziała żebym się nie przejmowała.
Lubię siedzieć nad rzeką. Potem jeżdziliśmy nad morze,ale kończyło się nad rzeką. Jest taka miejscowość Rowy, gdzie oprócz plaży jest jeszcze ujście rzeki z konkurencyjną, małą plażą. Cały czas spędzaliśmy nad tą rzeką, sporo ludzi tak robiło. Nad morze chodziliśmy tylko czasem.
Mój stary post o Wiśle:
http://www.claireinacave.blogspot.com/2015/03/nad-rzeka-dziecinstwa-part-1.html
Wednesday, 15 July 2015
Monday, 6 July 2015
Thursday, 2 July 2015
Grecka zupa pomidorowa
W Carrefourze u nas była wyprzedaż książek kucharskich. Kupiłam sobie kuchnię grecką za 5 złotych i właśnie ten przepis jest stamtąd. Chciałam też wziąć bardzo ładną książkę o dżemach, ale ktoś wylał na nią wodę z koperku! Taki niefart... Ta zupa z początku budzi nieufność, przez to że dodaje się cynamon do czosnku i tymianku. " I... zjesz to???" - powiedziała moja znajoma. Potem ją poczęstowałam i była zachwycona. Ludzie czasem są bardzo przywiązani do tradycyjnych sposobów przyprawiania. Na przykład moja mama. " Robię zupę pomidorową z cynamonem" - " Jeszcze nie zwariowałam! Ja na pewno nie zjem!" itd, itp...
Podaję składniki na 4 porcje, ja zrobiłam z połowy, jako że obawiałam się że sama ją będę jadła. Okazało się jednak że ona tak pięknie pachnie, właśnie przez te przyprawy, że koleżanka mi zjadła bez oporów.
Składniki:
4 pomidory, 2 łyżki oliwy, grubo posiekana cebula, 1 ząbek czosnku ( ja bym dała 2), 300 ml wywaru z warzyw, 2 pomidory w oliwie suszone na słońcu, łyżeczka posiekanego świeżego tymianku ( dałam suszony, jest bardzo dobry), 1/4 łyżeczki cynamonu 9 dałam więcej), sól, pieprz, 300 ml greckiego jogurtu.
Wywar z warzyw zrobiłam z kostki rosołowej bio z Rossmana.
Suczka nie czekała na zupę i znalazła sobie kajzerkę na dworze. Sprzątnęła ją sprzed nosa innej suce, która też była mocno zainteresowana. Potem konkurencja odeszła i ona też to zostawiła, na szczęście!
Nie chcę pisać jak suczka ma na imię, bo wtedy wyśledzą mnie sąsiadki. One oczywiście codziennie wpisują do wyszukiwarki jej imię żeby sprawdzić czy może jest blog o niej... ( Oczywiście, to nie dotyczy tych sąsiadek, którym sama dałam adres). W każdym razie tu na podwórku jest kilka osób, które nie powinny tego czytać :-)
Pomidory ściera się grubo, ja je pokroiłam, w garnku podgrzewa się oliwę, cebulę, czosnek. Dodaje się pomidory, dusi się około 10 minut. Potem dodaje się wywar, suszone pomidory pokrojone, tymianek, cynamon, sól, pieprz. Doprowadzamy do wrzenia, zmniejszamy ogień i tak 10 minut. Lekko przestudzoną miksujemy na puree, ja nie lubię tak więc zmiksowałam tak żeby były jakieś kawałki. Dodajemy jogurt. Można podać na ciepło i na zimno. Ja robiłam tą zupę dwa razy, i jadłam i tak i tak i wolę na ciepło. Jeśli ma być na zimno powinna być w lodówce 3-4 godziny.
Podaję składniki na 4 porcje, ja zrobiłam z połowy, jako że obawiałam się że sama ją będę jadła. Okazało się jednak że ona tak pięknie pachnie, właśnie przez te przyprawy, że koleżanka mi zjadła bez oporów.
Składniki:
4 pomidory, 2 łyżki oliwy, grubo posiekana cebula, 1 ząbek czosnku ( ja bym dała 2), 300 ml wywaru z warzyw, 2 pomidory w oliwie suszone na słońcu, łyżeczka posiekanego świeżego tymianku ( dałam suszony, jest bardzo dobry), 1/4 łyżeczki cynamonu 9 dałam więcej), sól, pieprz, 300 ml greckiego jogurtu.
Wywar z warzyw zrobiłam z kostki rosołowej bio z Rossmana.
Suczka nie czekała na zupę i znalazła sobie kajzerkę na dworze. Sprzątnęła ją sprzed nosa innej suce, która też była mocno zainteresowana. Potem konkurencja odeszła i ona też to zostawiła, na szczęście!
Nie chcę pisać jak suczka ma na imię, bo wtedy wyśledzą mnie sąsiadki. One oczywiście codziennie wpisują do wyszukiwarki jej imię żeby sprawdzić czy może jest blog o niej... ( Oczywiście, to nie dotyczy tych sąsiadek, którym sama dałam adres). W każdym razie tu na podwórku jest kilka osób, które nie powinny tego czytać :-)
Pomidory ściera się grubo, ja je pokroiłam, w garnku podgrzewa się oliwę, cebulę, czosnek. Dodaje się pomidory, dusi się około 10 minut. Potem dodaje się wywar, suszone pomidory pokrojone, tymianek, cynamon, sól, pieprz. Doprowadzamy do wrzenia, zmniejszamy ogień i tak 10 minut. Lekko przestudzoną miksujemy na puree, ja nie lubię tak więc zmiksowałam tak żeby były jakieś kawałki. Dodajemy jogurt. Można podać na ciepło i na zimno. Ja robiłam tą zupę dwa razy, i jadłam i tak i tak i wolę na ciepło. Jeśli ma być na zimno powinna być w lodówce 3-4 godziny.
Subscribe to:
Posts (Atom)










































