Friday, 30 October 2015

Fall in vintage photo camera


To są zdjęcia zrobione moim starym aparatem, niektóre we wrześniu i  inne w pażdzierniku.
This photos were taken in September and October and I `ve used my vintage photo camera.


Tu jest kawałek mojej suczki ale jej najbardziej lubię robić zdjęcia telefonem.
Here is a piece of my dog but mostly I like to capture her with my phone.


To jest moja ukochana łąka z dzikimi jabłoniami. My beloved place where wild apple trees grow.


Brzoza koło mojego domu. The birch next to my house.


Sunday, 25 October 2015

Kotka Claire - Genevieve i kwiaty




Szanowni! Dear Readers! Nowadays the world is running so fast and  a Cat as me has to rest, indeed! Muszę wypoczywać, wiecie, tempo życia mnie przerasta. I recommend for You this video with beautiful flowers! Chciałam pokazać Wam takie video z pięknymi kwiatami. Muzyka jest taka chińska czy japońska, mnie wprawia w dobry nastrój. Listen to the music, is chinese or japanese and makes me feel good.

This is a picture of my heart, because I am in love with some asian cat. To znaczy, odkryłam że są koty w Azji, które bardzo mi się podobają. Ciągle o tym myślę, marząc wieczorami w moich kryjówkach albo pod lampą. Pani jest ciągle chora, ma grypę i gorączkę. Mom has a flu and a fever, still. I am spending my time laying under the lamp or in my "caves" ( my places to hide).
Dlatego mogę pisać. So I am allowed to sit with laptop and create this site.





To jest mój domek, on jest na pralce, bardzo go lubię. Oprócz tego mam kryjówkę w tym żółtym na ręczniki. Ja wypraszam żeby Pani mi otworzyła, poprzez głośne i przerażliwe miauczenie! Ona mi wtedy otwiera, to jest podobno też od Yves Rocher jako prezent. Lubię też wejść do torby i do kosza na rzeczy do prania.

Here is photo of my home, is on washing machine in the bathroom, I like it so! The others it is me in plastic box for towels, this yellow one. I am screaming very loudy and it is very scary for my Mom - best method to ask her for opening it. Also like to be on dirty clothes for laundry , You can see below.


Teraz zrobiłam sobie  dobrą kawę w zaparzaczu i mam też ciastka, takie jak na zdjęciu. Prawie jak człowieki, no nie?

I have got a  good coffee and  some cakes, as you can see, my fav... So I am barely like a human-being, isn`t it?




Kotka Claire - Genevieve

Tuesday, 20 October 2015

Na zakupy z hipsterską torbą po babci



Babcia nie była hipsterska, ani jedna ani druga. Właściwie wśród moich przodków nikt nie był... Ja mam w tym kierunku, ale nie wiadomo po kim. Przypuszczalnie jest to wpływ mojego kota, zdziwaczałej kotki Claire - Genevieve. (Ona jest zakochana, ale o tym będzie w następnych postach.)
To jest torba z lat 70-tych, którą nazwałam hipsterską - ma plastikowe koła i jest z poliestru. Bardzo mi się podoba, ale jest wymagająca i rzadko ją noszę bo nie mam jak się do niej ubrać.

Zobaczcie, co tym razem w niej przyniosłam!


1) Dżem agrestowy firmy Herbapol.

Przede wszystkim ja uwielbiam agrest, nawet może to jest mój ulubiony owoc ever... Kiedyś jeżdziłam na wakacje do cioci, która miała krzewy agrestu w ogrodzie ale nie lubiła go i jej syn też nie lubił. Ja zbierałam cały ten agrest, taki już czerwieniejący, bardzo dojrzały, i objadałam się. Teraz już tam nie jeżdżę ale bez przesady ten dżem wynagradza mi to! Herbapol zawsze kojarzył mi się z takimi nudnymi syropami a teraz te dżemy sprawiły że polubiłam tą firmę. Są jeszcze wiśniowy z wiśni nadwiślanki ( też bardzo dobry), z czarnej porzeczki, akurat nie jadłam... W obu tych, które jadłam są całe owoce, ekologiczny skład, poza tym mało kto robi z agrestu więc uważam że to super pomysł.

2) Kasza bulgur z makaronem vermicelli :

To jest kasza z Bliskiego Wschodu, bardzo smaczna, akurat ta jest z dodatkiem makaronu vermicelli, inaczej zwanego wermiszelem - tu jest on brązowy i pokrojony na krótkie kawałki. Słyszałam o dwóch sposobach przyrządzania tego, albo po prostu ugotowana, albo jeszcze pozostawia się ją do napęcznienia. Ja nie pozostawiałam do napęcznienia ze względu na ten makaron i nie wiem jak to wtedy jest. Jak dla mnie ta kasza jest świetna, choć na razie jadłam ja tylko z kiełbaskami z piekarnika.

Mój wpis o tych kiełbaskach:

http://www.claireinacave.blogspot.com/2015/01/smaczne-kiebaski-sliczna-suczka-i-kosc.html



3) Na jesienne wieczory Earl Grey jest w sam raz !

Należę do grona miłośników earl grey`a, właściwie od dzieciństwa, od kiedy pierwszy raz wypiłam taką herbatę, chyba u babci... Ta akurat była w promocji u nas w Carrefourze. To wspaniale uczucie powitać jesień z takim zapasem. Czasem piję to z miodem a czasem gorzką. Podoba mi się ten statek na opakowaniu. Ja w ogóle bardzo lubię takie klimaty sklepu kolonialnego, zamorskie towary w stylu XIX - wiecznym - wszystko co stwarza przytulną rzeczywistość w ciemne, jesienne wieczory spędzane w domach.



5) Bardzo smaczny pasztet z kaczki:

Pasztety to z kolei nie jest to co najbardziej lubię, ale ten jest całkiem niezły. Sama bym go nie kupiła, ale mama mnie namówiła. Nie ma konserwantów ani żadnych dziwnych składników i jest całkiem smaczny.


6) Patelnia ceramiczna, którą chciałam już od jakiegoś czasu:

Bardzo chciałam taką patelnię ale słyszałam że one są kiepskie. Jednak była promocja w Carrefourze i kupiłam - okazuje się że są bardzo fajne! Moja jest nieduża i używałam ją na przykład do przysmażenia jabłek do mojego placka z dzikich jabłek.

Mój wpis o placku z dzikich jabłek:

http://www.claireinacave.blogspot.com/2015/10/placek-z-dzikimi-jabkami-bio.html



7) Znowu pasta bretońska z makreli:

Ja już chyba pisałam o tej paście, ale zapomniałam o tym. Znowu ją kupiłam więc ma więcej zdjęć! Zresztą nie, to są dwie inne - sardynkowa i z makreli, obie są super!

Mój wpis o snack attackach:

http://www.claireinacave.blogspot.com/2015/05/midnight-snack-attacks.html

Mój wpis o przysmakach z tej francuskiej serii:

http://www.claireinacave.blogspot.com/2014/11/listopadowe-wieczory.html



8) Garnuszek za 15 złotych:

Babcia mówiła na takie "garnczek" . Dorastałam w domu, w którym nigdy nie było garnków w kwiatki, ponieważ moja mama nie cierpiała ich i uważała że są wiejskie - czarodziejskie i nieeleganckie. Moim wielkim marzeniem zawsze były takie garnki i kilka kiczowatych kubków . Na studiach za pieniądze z korepetycji z polskiego kupiłam sobie takie rzeczy. Teraz kupiłam ten garnuszek i uważam że on jest doskonały , bardzo mazowiecki i w stylu rustic.


9) Najbardziej idiotyczne gumki ever :

Oczywiście, to nie jest problem, jednak chciałam nadmienić przy okazji że te gumki, które kupiłam w Rossmannie są okropne. Nie rozciągają się i wyrwały mi mnóstwo włosów. Nienawidzę ich, ale jakoś nie umiem ich wyrzucić i boję się że one wyrwą mi jeszcze więcej włosów ...


To właściwie tyle, następny post pisze chyba Claire - Genevieve. Przykro mi, ale mam anginę albo coś innego z gardłem i bolą mnie oczy od laptopa :(

Friday, 9 October 2015

Placek z dzikimi jabłkami bio


Jest to bardzo popularny i naprawdę łatwy do zrobienia placek z proszku do pieczenia. Zawsze go piekę o tej porze roku, wczesną jesienią i koniecznie musi być z dzikich jabłek, które zbieram z psem na łące koło lasu. ( To nie jest ta łąka, o której pisałam na wiosnę). Ta tradycja powstała kiedy miałam jeszcze poprzedniego psa. To był duży pies, który nieustannie pragnął zagryżć wszystkie samce w okolicy i to było jedyne miejsce gdzie można go było puścić ze smyczy, bo tam nikt nie chodzi. Tak odkryłam te jabłonie... Rośnie tam jeszcze orzech włoski, pigwy i śliwki. Pigwy w zimie są zjadane przez coś, co przychodzi z lasu, bo widziałam ślady dzikich zwierząt na śniegu. Ta łąka jest popularna  wśród dzików  i często też spotykam tam sarny - nie wiem czyje to ślady. Mój poprzedni pies czasem trochę gonił te sarny ale miały taką przewagę że zawracał po kilku susach.


Najbardziej podoba mi się że przepis na ten placek pochodzi z takich gratisowych kart, które kiedyś były dodawane do różnych pism itd. Ja nigdy nie zamówiłam całości ale fajnie jest realizować taki projekt, gdzie jabłka są gratis dzikie i przepis z czegoś takiego - jakby taki trochę placek grunge mazowiecki.


"Składniki do formy tortownica 26 cm: 75 dag jabłek, sok z cytryny, 16 dag miękkiego masła, 125 g cukru, torebka cukru waniliowego, szczypta soli, łyżeczka skórki otartej z cytryny, 3 jajka, 25 dag mąki pszennej, 2 łyżeczki proszku do pieczenia, 1-2 łyżki mleka, cukier puder i cynamon do posypania.

Jabłka obrać, podzielić na ćwiartki, oczyścić z gniazd nasiennych i pokroić w cienkie plasterki. Pokropić sokiem z cytryny. Na patelni stopić 3 łyżki masła. Jabłka obsmażyć krótko na złoty kolor. Resztę masła ukręcić za pomocą miksera ( ja lubię ucierać takim drewnianym czymś ), dodając stopniowo cukier, cukier waniliowy, sól i skórkę z cytryny a na koniec pojedynczo jajka. Piekarnik rozgrzać do 200 stopni. Mąkę wymieszać z proszkiem do pieczenia, dodać do masy jajecznej i rozrobić z mlekiem na półpłynne ciasto. Formę nasmarować tłuszczem, wlać ciasto i łopatką wyrównać jego powierzchnię. Na wierzchu ułożyć w krąg plasterki jabłka. Wstawić do piekarnika i piec ok. 40- 50 min. Posypać cukrem pudrem wymieszanym z cynamonem."

Ja użyłam proszku do pieczenia bio, którego dwa opakowania kupiłam w Carrefourze. Wyszło bardzo dobrze, ale właśnie obawiałam się, bo używałam go już wcześniej i inne ciasto było takie trochę mniej wyrośnięte... Ale to wyszło normalnie!





Musiałam wejść w pokrzywy żeby je zerwać. W tym roku jest jakoś mało jabłek i mirabelek też było mało. A przecież nie było zimy... Może jak nie ma śniegu to gleba nie jest wilgotna, nie znam się na farmingu...

Na tej łące jest mnóstwo tego - to ślad po dzikach. Zryły pół łąki. Przychodzą tam w nocy. Ludzie widzieli jak ryły pod latarnią, było 5 sztuk.
Na koniec ta jabłoń, są tam dwie, kiedyś to były ogródki przy domach.



Tuesday, 6 October 2015

Denko oszczędnościowe - part 2


Oto druga część Denka Oszczędnościowego, ale chyba nie będę tego robiła jako stałego projektu. Czasem mogę napisać coś o kosmetykach ale wolę raczej pokazać jedną czy dwie rzeczy, którą akurat mam i jestem zadowolona. Denko dziś jest głównie o maseczkach i się nie kończy, to znaczy będzie jeszcze trzecia część potem - i wtedy się skończy!
To zdjęcie właściwie powinno być w poprzedniej części, bo tam było o mydłach. W zimie zrezygnowałam ze stosowania żeli pod prysznic, z powodu SLS, i po kilku miesiącach mogę stwierdzić że mydła w kostce są bardzo dobre dla mnie. Jest olbrzymi wybór, mojej skóry nie wysuszają ( może gdybym nie używała balsamów to by tak było) a czasem znajduję shower gel bez SLS i taki mogę kupić.


W Rossmanie kupiłam cremedusche Alterry, która w ogóle staje się moją ulubioną firmą z tych tańszych, jeszcze się na niej nie zawiodłam. W Warszawie teraz na co drugiej ulicy jest Rossmann i niedaleko mnie też jest od jakiegoś czasu. Te kosmetyki bez SLS nie mają takiej obfitej piany, ale przyzwyczaiłam się już do tego i bardzo polubiłam akurat ten, kupię go jeszcze nieraz.
Skończył się też puder sypki Yves Rocher. Zaletą ich jest możliwość kupowania z rabatami, nie znoszę tych opakowań. Ponieważ YR mnie orżnął w ostatniej paczce nie kupię już tego pudru, ale jest zupełnie przyzwoity.

Teraz maseczki! Najmniej odpowiada mi ta maska Lirene Aqua Cristal, ale tylko z powodu konsystencji, bo efekty po jej zastosowaniu były całkiem dobre. Mnie bardzo wkurzało że ta maska robi na twarzy taki tłusty, niebieski film, rozumiem że to niby ten aqua cristal.... Wolę mieć twarz w brązowej albo białej glince. Szczególnie że to było tłuste, a ja mam taki zwyczaj że jak jestem sama w domu to chodzę godzinami w maseczkach albo śpię w nich. Gdy chodzi o efekt po niej skóra jest o lepszym kolorycie, delikatna i wygładzona - ale inne maski dają to samo a przyjemniej się ich używa. Tego już nie kupię!


Te maski Ziaji z glinkami kupiłam w Rossmannie i pamiętam że były bardzo tanie, jakoś poniżej 5 złotych ale nie wiem czy to była promocja czy stała cena. Najczęściej kupuję maski z glinką, od lat, od różnych firm i zawsze jestem bardzo, bardzo zadowolona z efektów. Tym razem też tak było i na pewno jeszcze je kupię.


Z kolei ten produkt Lirene okazał się bardzo dobry. Kupiłam to wszystko albo w drogerii na osiedlu, albo w Rossmannie, to akurat w drogerii. Lubię takie klimaty dwufazowe, właściwie to nie mam dużych zmarszczek, ale bardzo fajnie wyglądałam po tym zabiegu i na pewno sobie kupię jeszcze raz.


Ta maska Eveline okazała się bardzo dobra i biorąc pod uwagę jej niską cenę, coś 3 złote z groszami u nas w drogerii to efekt był jak za więcej niż 3 złote! Oczywiście, jak już wspomniałam ja je trzymam na twarzy o wiele dłużej niż jest podane na tych saszetkach, nigdy mnie to nie uczuliło i wydaje mi się że to daje lepsze efekty. Przeczytałam o tym kiedyś w jakimś piśmie typu 'Twój Styl" że jakaś kobieta po prostu usnęła w maseczce i rano była tak zachwycona że już zawsze je tak stosuje. Spróbowałam też i właśnie to jest dobra metoda.


Osobiście nie przejmuję się za bardzo takimi opisami 'cera dojrzała", " przeciwzmarszczkowe". " ileś tam lat +" itd. Raczej czytam skład i nawet jak nie mam jakiegoś defektu, tu - pozbawienia jędrności i tak kupuję. Jeśli jestem zadowolona to kupuję znowu i już. Tą na pewno kupię!
Na koniec moje odkrycie czyli płatki pod oczy. Kupiłam pierwszy raz takie płatki, przez chwilę bolały mnie oczy i zaczerwieniły się ale to przeszło. Chodziłam w nich kilka godzin i rzeczywiście mi pomogły. Kupię znowu.




To miałam na wiosnę, kilka sztuk, kupuję je sobie czasem  i mam dobre zdanie. Jedna mi się schowała gdzieś w szafce, a teraz ją zużyłam. Fajna rzecz.