Tuesday, 30 December 2014

Best Christmas Links

Move Over, Rudolph: National Geographic's Favorite Reindeer Pictures

www.nationalgeographic.com



Wish You All Happy New Year 2015! 
Please, join some of my favorites blogs and sites :))

I`m sorry if the link to Bakeat350 is not perfect, but you can find it in older posts if you wish...



At least, dog tv - good for New Year ` s morning :D

Sunday, 28 December 2014

Krajobraz po Świętach

Śnieg spadł i przyszły nawet silne mrozy, zaczęło się póżno wieczorem w Christmas Day. Ja jestem raczej zadowolona, ale przejadłam się, bo tak wypadało i nie mogłam nie próbować potraw mamy itd... Nie lubię być przejedzona i zamierzam spędzić Sylwestra i Nowy Rok jedząc wyłącznie owoce i pijąc koktajle eko. W Sylwestra siedzę w domu ze zwierzętami, i nie pamiętam już kiedy było inaczej. Nasz poprzedni pies, który był znaleziony w okolicy jako bezpański, bardzo bał się rac, fajerwerków, ale objawiało się to szczekaniem i bieganiem od okna do okna. Nie można było zostawić tego biedaka samego, a nie bardzo było gdzie z nim pojechać. Nie mam żadnej działki nad Zegrzem ani w innym super miejscu, a przydałaby się. Nasz poprzedni kot też bardzo się bał, siedział w łazience i płakał. Teraz suczka i Claire reagują raczej dobrze, ale nie wiem czy z wiekiem nie zaczną też się bać. Mieszkam w warszawskim blokowisku, a na blokowiskach jest najgorzej bo są dobre warunki - balkony na 15 pietrze, duże trawniki... Dzieci i dziadkowie mają pole do popisu, rzucają nawet psom pod nogi.
Poza tym suczka zżera korki od szampana, rok temu połknęła, ale na szczęście zwymiotowała. Znalazła to na trawniku, kiedy wyszłam z nią około trzeciej nad ranem. O tej porze jest już spokój, tylko biegają oszalałe psy, które mogą wpaść pod samochód i nie ma jak im pomóc. Ja zawsze mam psa na smyczy w czasie Sylwestra.


 W tle są jej zabawki, które przyniosła ze swojego legowiska razem z herbatnikiem. Ciastko leżało dwa tygodnie, ale zjadła je. Przyniosła też biały ser, ale zjadła w ciągu kilku godzin. Te zabawki leżą już ponad miesiąc - to chyba znaczy, że ona uznała to łóżko za swoje posłanie... Ale jest nawet fajnie, jest bardzo koleżeńska i ustępuje miejsca, a jeśli nie to pozwala wyciągać spod siebie kołdrę. Pod choinkę obie dostały kiełbaski z Rossmana i inne rzeczy. Claire dostała dywanik indyjski ze ścinków bawełnianych, bo ona bardzo lubi takie.


Ja też lubię te dywaniki - suczka mi zjadła kilka, gdy była szczeniaczką. Kupuję je w Ikei albo w sklepach Społem ( ten jest ze sklepu Społem). Zawsze wyobrażam sobie takie ciemne, kobiece ręce koloru kawy, które tną stare ubrania na kawałki i potem robią te dywaniki. ( Zresztą może mężczyżni też je robią, bo w Indiach często mężczyżni szyją i haftują a kobiety w fabryce urządzeń elektronicznych dłubią w podzespołach czy czymś takim. Widziałam film o kobietach z wioski indyjskiej, które same skonstruowały lampy, bo były potrzebne do szkoły wieczorowej). Jestem wielką fanką tych dywaników, są bardzo tanie, około 12 złotych, a mają w sobie jakąś historię i jest to mądry recycling. Dlatego kupiłam mojemu kotu taki na Gwiazdkę. :)




Kapcie z kotem też są ze sklepu Społem, a śliwki dostałam i są nawet niezłe. Mam jeszcze inne, w blaszanej puszce, ale te miałam pierwszy raz i mogę polecić. 

Wednesday, 24 December 2014

Karp pieczony w piwie

U mnie w domu już trzeci rok z rzędu jest taki karp. Znalazłam ten przepis w starym numerze 'Kuchni" i bardzo wszystkim polecam. Najpierw kupujemy karpia, najlepiej filety - ja miałam prywatnie sprowadzonego z Mazur. Potrzebne jest pół litra piwa i dwa pory na 1,5 kg karpia. Piwo musi być jasne i najlepiej około 4%, bo mocniejsze za bardzo zdominuje smak potrawy.


Making a carp in beer with leeks


Potrzebna jest też szklanka śmietany, musztarda- 2 łyżki ( w przepisie jest pikantna, ale ja dałam miodową ). Oprócz tego trzy ząbki czosnku i małe cebulki "szalotki", które zastąpiłam zwykłą cebulą tym razem. Karp, pokrojony w dzwonka lub pasy, zostaje obsmażony, posolony i popieprzony ( przed obsmażeniem). Musiałam wypić to piwo do końca i może wyrażam się nieskładnie :))



W żaroodpornym naczyniu układamy kawałki ryby, posypujemy czosnkiem przeciśniętym przez praskę. Obkładamy cebulkami lub cebulą i porami, pokrojonymi w talarki ( tylko białe części, oczywiście). Zalewamy to piwem zmieszanym z musztardą. Dusi się w piekarniku około godziny, pod koniec dodaje się śmietanę i zdejmuje pokrywkę.


Christmas 2014

Love and Peace for the Animals all over the world

Wigilia to szczególny dzień, w którym chrześcijanie cieszą się, bo Bóg urodził się na Ziemi. Ważne jest żebyśmy pamiętali że narodził się wśród zwierząt w stajni, co uczy nas że zwierzęta są naszymi przyjaciółmi i powinniśmy je szanować i nie zadawać im bólu.

Najlepsze życzenia dla Wszystkich! Wesołych Świąt !!! Merry Christmas!!! 


Saturday, 20 December 2014

Przed Świętami

Teraz są dni, kiedy jest najwięcej pracy. Mnie to jak zwykle przerosło, i najpierw napiłam się herbaty...



Potem zastanawiałam się jaką nową herbatę sobie kupię. Kiedy już podjęłam decyzję w tej sprawie poszłam z suczką na spacer - żeby przemyśleć przygotowanie potraw wigilijnych. W tym roku najbardziej cieszę się z tego że będą gołąbki z grzybami, piernik i karp pieczony w piwie. Takie gołąbki robiła zawsze moja babcia, która świetnie gotowała i urządzała przyjęcia. Babcia nie pracowała, bo nie chciała, gdyby chciała oczywiście mogłaby... Ona była konserwatywną kobietą z Małopolski, taki klimat krakowski, gdzie żona nie pracuje, a mąż po pracy wstępuje na kawę do "Michalika"  albo innej kawiarni. Ja pracuję, moja mama też pracowała, ale takie życie rodzinne, kiedy kobieta nie pracuje ma swoje dobre strony. Teraz staramy się odtwarzać przepisy babci, bo tęsknimy za tą jakością.



To moja suczka pół border , border collie i coś mniejszego, efekt jest niezły i pozostał instynktowny geniusz pasterski ( myślę o podgryzaniu w łydki, gdy "owce", czyli ja, za wolno idą)...


Piernik najlepszy jest z miodem gryczanym, ale w tym roku mamy inny i pewnie też będzie dobry. Karp w piwie jest u nas już trzeci rok i zrobię o nim oddzielny wpis. Jest o wiele lepszy niż smażony na patelni w panierce, tak jak zawsze do tej pory. Nigdy też nie kupuję karpia w postaci innej niż filety. Jest to trochę drożej, ale za to chyba warto zapłacić i nie psuć sobie świątecznej atmosfery widokiem cierpienia.
Mam już większość prezentów i tak naprawdę to posprzątałam jakiś czas temu, dlatego teraz mam luz.



Hello there! I am Claire, the cat. Here in Warsaw before Christmas is rainy and we have no snow. It must be global warming because it`s the second year while we have no snow and no freeze. Rain is heavy sometimes, sometimes is wet,  and warm air is all around. Temperature is about 8 C, and it is not bad, dont you. 
You can see our dog,she is border- collie in a half, I mean her parents were border and unknown dog, must be some smaller one. She is very clever as border- collie can be and she usually bites my legs, thinking I am a sheep. She is 2,5 years old and loves to sleep in  my bed and she keeps her toys there and cookies, too. Lately she ate her biscuit after keeping it two weeks in the bed.
I am in a good mood, hunting for a fly in the kitchen since 3 days. Yours sophisticated cat from Warsaw, 
                                                                                                   Claire.


Monday, 15 December 2014

Malarstwo jaskiniowe z Lascaux i kot

Interesuję się historią sztuki, a ostatnio bardzo ciekawią mnie naskalne, jaskiniowe malowidła pochodzące z prehistorycznych czasów. Ten blog miał być w ogóle o jaskiniach, ale potem Claire prosiła żeby było więcej o niej :)


Jaskinia w Lascaux została odkryta przez przypadek. To, że ją odkryto, to wspaniała rzecz, ale jest też wielki minus - w latach 60-tych zamknięto ją dla turystów i przypuszczalnie już tak to zostanie. Te malowidła zaczęły niszczeć i Francuzi wybudowali obok kopię jaskini z tymi obrazami, którą się zwiedza z przewodnikiem. Jak dla mnie, to nie jest propozycja. Mam swój plan podróży po południowej Francji, głównie po sąsiedniej Owernii, ale na pewno nie ma w nim zwiedzania kopii jaskini, w ogóle żenująca propozycja. Oczywiście słusznie że ją zamknęli by chronić dzieła sztuki, ale budowanie kopii to jakaś paranoja.
Była otwarta przez około 20 lat i nasze szczęście polega na tym, że w owym czasie zwiedził ją Zbigniew Herbert, opisał to w "Barbarzyńcy w ogrodzie". Kiedy byłam nastolatką ten tekst zrobił na mnie duże wrażenie i potem zaczęłam się interesować sztuką prehistoryczną.





www.gotravel24.com

Lascaux leży na południu Francji, w Akwitanii, w okolicy płyną rzeki Wezera i Dordognne.

Historia odkrycia. Jest wrzesień 1940 roku. Francja padła. Bitwa powietrzna nad Wielką Brytanią dochodzi do szczytu. Na dalekim marginesie tych wydarzeń, w lesie w pobliżu Montignac, toczy się akcja jak z powieści dla młodzieży, która przynieść miała światu jedno z najwspanialszych odkryć prehistorii. Nie wiadomo dokładnie, kiedy burza obaliła drzewo odsłaniające otwór, który pobudził młodzieńczą wyobrażnię osiemnastoletniego Marcela Ravidat i jego towarzyszy zabaw. Chłopcy sądzili, że jest to wejście do podziemnego korytarza, prowadzącego do ruin pobliskiego zamku. Dziennikarze wymyślili historyjkę o psie, który wpadł w ten otwór i stał się faktycznym odkrywcą Lascaux. Ale według wszelkiego prawdopodobieństwa Ravidat miał pasję eksploratora, chociaż nie zależało mu na sławie, ale na odkryciu skarbu. Otwór miał około 80 cm średnicy i taką samą, jak się wydawało, głębokość. Ale kamień rzucony w dół spadał jakoś podejrzanie długo. Chłopcy poszerzyli wejście. Pierwszy Ravidat znalazł się w grocie. Przyniesiono lampę - i malowidła, od dwudziestu tysięcy lat zamknięte w podziemiu, odsłoniły się ludzkim oczom.
Zbigniew Herbert  " Barbarzyńca w ogrodzie"
http://www.lascaux.culture.fr/#/fr/00.xml



Link jest prosto do jaskini a film pokazuje jak pięknie jest w okolicy. Claire i ja kochamy Francję, ale mieszkamy w Polsce i tylko czasem tam jeżdżę, a ona ogląda francuską telewizję popołudniami. Na razie to tyle o Lascaux, ale to takie wprowadzenie a niedługo napiszę o samych malowidłach, technice malarskiej i niedzisiejszej inteligencji człowieka z Cromagnon.


Wednesday, 10 December 2014

Sunday, 7 December 2014

Crumble dyniowo- jabłkowe z lodami

Ten wpis o dyni jest już ostatni, w każdym razie w tym sezonie. To jest zapóżnienie, bo wszędzie są już pierniczki świąteczne i pakowanie prezentów. Chodziłam po różnych blogach, stąd wiem. Lubię chodzić po blogach przez sprawdzanie linków u kogoś, kogo już znam. Wolę  to niż Bloglovin i inne takie...  Wolę sama poszukać niż dostawać ciągle sugestie do skrzynki mejlowej.

.

To jest słoik vintage po kawie, z lat 60-tych. Mam kilka takich, w tym są gożdziki. Bardzo lubię mój słoik, w ogóle rzeczy z lat 60-tych i wczesnych 70-tych ( nie muszą mieć wielkiej wartości w sensie kolekcjonerskim czy handlowym- ten słoik oczywiście nie ma wartości, ale kocham go i zaklęty w nim czas).

Oprócz  zmielonych gożdzików potrzebne są inne przyprawy: imbir, sok z cytryny ( świeży, dwie łyżki), cynamon, 3/4 szklanki rodzynek ( najlepiej niesiarkowanych, albo nasączonych olejem bawełnianym). Przede wszystkim: dynia 70 dag ( miałam "kabaczek"), 3 kwaśne jabłka, 5 dag masła, pół szklanki cukru ( może być trzcinowy), lody waniliowe. Do zrobienia kruszonki: 2 szklanki mąki, czubata łyżeczka proszku do pieczenia, 20 dag masła, 2/3 szklanki cukru.

Uprzedzam, że wychodzi wielka ilość, dla dwóch osób na 2,3 dni czy jakoś tak ... A u nas jeszcze pies pomagał jeść kruszonkę.




Dynię kroi się w kostkę, jabłka, obrane, też się kroi. Potem na patelni rozgrzewa się, wg przepisu masło z cukrem, ale to jest niezdrowe, i ja dałam oliwę, a cukier wsypałam potem. Podsmaża się dynię, jabłka i dolewa sok cytrynowy, przyprawy i rodzynki. Rodzynki można wcześniej namoczyć np: w rumie, ale ja nie namoczyłam, chociaż mam rum z Lidla i nawet francuską brandy, ale jakoś akurat nie chciałam tak. Dusi się na małym ogniu pod przykrywką trochę uchyloną i dynia ma zmięknąć. Potem wkłada się to do formy do zapiekania i nastawiamy piekarnik na 200 stopni C.



To moja ukochana książeczka, z której pochodzi  ten przepis, i również poprzedni czyli wołowa zapiekanka, oraz ten o tarcie szpinakowej. Naprawdę ją wykorzystuję i jestem zadowolona.

Kruszonkę robi się w misce ugniatając mąkę z masłem, cukrem i proszkiem, po czym rozkłada się ją równomiernie na masie dyniowo- jabłkowej. Piecze się 35-45 minut, wierzch ma być rumiany, potem odstawia się na ok. 20 minut i podaje z lodami. Ja kupowałam lody w małym sklepie osiedlowej i były tylko takie Grycan, ale jak dla mnie one były raczej mleczno-proszkowe a nie waniliowe. Ewentualnie proszkowo- mleczne... Smak mleka w proszku był absolutnie dominujący. W dzieciństwie czasem wyjadałam mleko w proszku z torebki i to mi się od razu przypomniało, bo smak był w zasadzie  identyczny. Wolę waniliowe Carte d`Or, cena jest podobna a z tych tańszych nawet Algida Śmietankowo- Śmietankowa jest lepsza. ( Inne Algidy są niedobre, jeśli o mnie chodzi)








Potem kawa z mlekiem i da się żyć. Dostałam taką Davidoff, może nie powinnam jej wstawiać, bo ta firma produkuje papierosy, a ja nienawidzę papierosów i sama bym takiej nie kupiła. Muszę jednak przyznać że jest rzeczywiście bardzo dobra.
Ja jestem "antagonistką". "Antagoniści kawy" to dziwni ludzie, którzy po niej zasypiają. Ja właśnie tak mam. Zasypiam też po zielonej herbacie i w ogóle zasypiam, zawsze bardzo chętnie. Ostatnio cztery razy zasnęłam nad Murakamiego "Przygoda z owcą" - jeszcze tego nie skończyłam. Bo ciągle śpię.

Wednesday, 3 December 2014

Kotka pisze list do Santa Claus

Dear Sir Santa Claus!

My name is Claire. I am little indoor cat from Warsaw. Last year I was very disapointed with my presents , if You remember... Send me better gifts this time please. Never , never! Don`t give me this awful chicken with aloa, never do this again !

Mikołaju, mam problemy z człowiekami, z Mamą. Dziś zabroniła mi oglądać telewizję. Ona weszła i zobaczyła że  siedzę na stole przed odbiornikiem, i leciała reklama z Ryśkiem z "Klanu". Chciałam  to obejrzeć, a ona powiedziała że "jej kot nie będzie gapił się na Ryśka z Klanu", i że ja mam "pranie mózgu". I teraz będę mogła oglądać tylko Mezzo.tv i może narciarstwo biegowe na Eurosporcie. Please help me, Santa Claus, I want to be allowed to commercials, indeed!!! Rescue me!



Miseczka stała na stole, żeby pies nie wyjadał mojego jedzenia. Obok był koszyczek z jakimiś papierami, nazywa się "rachunki" to, i chciałam dobrze... Przeniosłam tam mięso z miseczki i zakopałam w tym. Kocia Mama nazwała mnie "idiotką" i powiedziała " Proszę, nie rób tego".

Mikołaju, najbardziej chciałabym osiatkowanie balkonu, bo jeszcze nie zrobili. Załatw to... And give me some advices how to do with my parents. 

                                                                                           Claire, kot.




Wyglądają jak brody Mikołaja.


Saturday, 29 November 2014

W krainie historii

Wczoraj, podczas załatwiania w mieście kilku spraw, poszłam do Muzeum Archeologicznego w Warszawie. Byłam tam pierwszy raz w życiu, chociaż jestem urodzoną warszawianką i stale tu mieszkam. Jakoś jednak nigdy tam nie trafiłam, a okazuje się że to miejsce jest bardzo fajne. Muzeum jest przy Długiej, choć właściwie to jest już Plac Bankowy. Między kinem Muranów, Starbucksem i nowym wybiegiem dla psów. Poszłam żeby obejrzeć wystawę tkaniny artystycznej Marii Gostylii - Pachuckiej, którą mi ktoś polecił, ale wyszło tak że zwiedziłam całe muzeum. Otóż... Było niesamowicie, bo ja byłam jedyną osobą w tym muzeum!!! To jest niezwykłe uczucie, ale trochę męczące. Najpierw była chociaż wycieczka dzieci podstawówkowych z panią, ale potem oni poszli. Zostałam sama z kilkunastoma osobami z obsługi i te panie ciągle mnie namawiały żebym zwiedziła jeszcze to, i jeszcze to... Claire i suczka zostały w domu i pewnie spały, a ja zwiedzałam.


Na parterze jest ekspozycja stała z czasów średniowiecza, różne słowiańskie gliniane figurki i biżuteria. Większość rzeczy jest bardzo współczesna. Gdyby ktoś to sprzedawał jako nowoczesne, minimalistyczne czy inspirowane wzorami etno, nikt by się nie domyślił, że to z wykopalisk, sprzed około tysiąca lat. Najbardziej podobał mi się duży, czarny baran z gliny, złoty pierścień i bursztynowa figurka dzika. Było tam mnóstwo rzeczy, ale panie skierowały mnie na piętro, gdzie podąża się schodami, ukrytymi za kotarą... Na górze była pani przed komputerem, ja powiedziałam że chcę obejrzeć tkaniny, ona bardzo się ucieszyła. Z ciemności wyłoniła się inna pani, która mnie zaprowadziła poprzez jakieś sale - to jest trochę idiotyczne, być w pustym muzeum. Tkaniny są rzeczywiście piękne i bardzo oryginalne. To wielkie obrazy inspirowane malarstwem jaskiniowym, takim jak w Lascaux. ( Niedługo napiszę o tej jaskini oddzielną notkę). Są tam wizerunki bizonów, jeleni, innych żyjących wtedy zwierząt i myśliwych. Mnie się to podoba głównie ze względu na barwy, ciepłą kolorystykę : brązy, czerwień, czerń. W połączeniu z naturalną tkaniną to daje wrażenie powrotu do natury i jakiegoś pierwotnego bezpieczeństwa. ( Ale niestety nie wzięłam aparatu). Część tych tkanin jest na stronie www.gostylla.com.pl bardzo polecam, bo wystawa jest tylko do niedzieli.

Czy zwiedzaliście kiedyś coś w pojedynkę, gdy taka pani stoi i patrzy, nawet jeśli jest miła i fajna? Ja przeżyłam to pierwszy raz, jeszcze dochodzę do siebie... Na dole inna pani zaprowadziła mnie do sali, gdzie w gablocie były kości jakiegoś faceta, który żył w okresie atlantyckim ( ok. 5500 lat temu) i lampki LED z Ikei, takie na klips, które go oświetlały. Ja poczułam jakąś sympatię do tego człowieka, mam nadzieję że on nie wie że stał się eksponatem. Zbadali mu DNA i wiemy, iż jest on przedstawicielem ludu z pogranicza Francji i Hiszpanii, który 9000 lat temu rozpoczął migrację na północ. Było wtedy ocieplenie klimatu, natomiast w dzisiejszych czasach ci ludzie, czy raczej ich potomkowie, to fińscy Saamowie. Trochę żałuję, że nie studiowałam archeologii. Może trzeba było... W liceum marzyłam o tym, ale jakoś złożyłam dokumenty na co innego i tam się dostałam.



Pani, która się mną tak zajęła, pokazała mi jeszcze jedną wystawę, naszyjników zrobionych z dębu, który był budulcem wałów obronnych w średniowiecznym Poznaniu. Zrobiła je artystka, która w ogóle robi biżuterię, stosując upcycling - wykorzystuje np: stare liny wyłowione z morza albo stare monety. Te naszyjniki są bardzo piękne, artystka nazywa się Anna Orska i ma stronę: www.orska.pl

Tam chyba rzadko ktoś przychodzi o tej porze dnia. Wszystkie te pani mnie tak obserwowały, całkiem sympatycznie, ale miałam wrażenie że też jestem okazem muzealnym. Jak obejrzałam te naszyjniki to chciałam już iść, ale pani przyłapała mnie i powiedziała żebym zwiedziła jeszcze o szałasach ludzi pierwotnych. Do dziś się dziwnie czuję. Był tam telewizor, i obejrzałam film o średniowiecznej kopalni jakiegoś krzemienia koło Ostrowca Świętokrzyskiego. To wszystko jest naprawdę ciekawe i pewnie jeszcze kiedyś tam pójdę... A, i zapomniałam że na górze była jeszcze wystawa o węgierskich zamkach i warowniach. Pani specjalnie włączyła oświetlenie i oglądałam stare topory.




Thursday, 20 November 2014

Czarne ptaki z północy

Przyleciały czarne gawrony, które bardzo trudno sfotografować. Są chyba z północnej Rosji, jakoś znad Morza Białego, o ile dobrze pamiętam. Lubię je i zawsze się cieszę, kiedy pierwszy raz je widzę jesienią. To są wielkie stada. Nocują u nas w parku koło kościoła. Wiosną odlatują i wtedy jest mi trochę smutno. Lubię takie wielkie, trochę ponure i śmieszne ptaszyska.


Moja suczka interesuje się głównie ptactwem wodnym, kaczkami i łyskami. Zawsze nad wodą funduje im trening fitness, przegania to utuczone chlebami towarzystwo i raz na jakiś czas muszę przeprowadzać okropne rozmowy z obrońcami ptaków. Ostatnio jednak spotykamy miłych ludzi albo w ogóle nikogo. Gdy człowiek nie pracuje na etacie, może się udać spacer w środku dnia i wtedy nie ma ludzi. Niedawno zobaczyłam hotel dla pszczół...


Ustawia je Greenpeace. Podobno dzikie pszczoły, bo te hotele są dla dzikich i innych owadów zapylających, są niegrożne, ale napisali żeby "nie przeszkadzać im w pracy".


Friday, 14 November 2014

Dający radość wołowy pie

Mnie taka zapiekanka angielska z wołowego mięsa zawsze wprawia w świetny nastrój. Wołowinę ostatnio jem rzadko, bo jest niezdrowa, ale bardzo ją lubię. Raz na jakiś czas, jak ją zjem, to czuję się jak w dzieciństwie, bo babcia często robiła wołowinę i cielęcinę. To absurd, bo było to w stanie wojennym, ale babcia miała znajomą niejaką Cesię, która sprzątała i dowoziła w wielkiej, skajowej torbie mięso ze wsi. Punkt kontaktowy był pod Halą Mirowską, na bazarze. Pamiętam tą Cesię i inną taką przedsiębiorczą panią, która chodziła u nas po bloku, i od której kupowała moja mama. Wychodzi na to że wtedy było lepiej, bo takie mięso jest z ekologicznej hodowli a nie z wielkiej farmy.



Składniki: ziemniaki ( w przepisie 70dag, ale jak dla mnie to za dużo i dałam 30), mielona wołowina 30dag, gorące mleko ( szklanka w przepisie, ja zmniejszyłam do pół szklanki, na oko), cebula, kilka łyżek masła, łyżka mąki, szklanka bulionu ( ja dałam bio, z kostki z Rossmana), łyżeczka koncentratu pomidorowego i musztardy, natka ( ja nie dałam), sól.

Ziemniaki ugotowałam na parze, w metalowej nakładce z IKEA i potem utłukłam je z mlekiem, podgrzanym w ulubionym rondelku ( zdjęcie), i z masłem. Mięso trzeba przesmażyć z cebulą, pokrojoną w kostkę. W przepisie jest żeby na maśle, ale ja nie smażę na maśle, gdyż jest to niezdrowe i dałam oliwę a masłem wysmarowałam naczynie do zapiekania. Potem zrobiłam bulion z tej wspaniałej kostki ( zdjęcie), dodałam mąkę, musztardę i koncentrat i dałam do wszystko do naczynia. Na wierzchu była ta kołderka z ziemniaków i mleka- jest to super smaczne, o wiele lepsze od ziemniaków pokrojonych w talarki, które zazwyczaj stanowią top zapiekanki.



Piecze się w 220 stopniach niby ok.pół godziny, ale ja piekłam trochę  dłużej, jak zawsze.

Poza tym wygraliśmy z Gruzją, ale nie oglądałam tego. Czytam teraz " Przygodę z owcą" H. Murakamiego, właściwie to wczoraj zaczęłam. To druga jego książka, którą czytam, wcześniej czytałam "After dark". Zawsze są koty i smutny, dziwny nastrój.
Na koniec zdjęcie mojej suczki, z czasów bardziej jeszcze dziecinnych. ( Nie z komórki, chociaż te z komórki jakoś wyglądają nawet...)


Monday, 10 November 2014

Listopadowe wieczory

Listopadowe wieczory są takie długie, a Claire i ja jesteśmy domatorkami i bardzo lubimy siedzieć i oglądać telewizję. Oglądałyśmy teraz łyżwiarstwo figurowe w Eurosporcie. Właściwie od paru lat najczęściej oglądam Eurosport, głównie kolarstwo. Claire kiedyś rzucała się na telewizor, ale już z tego wyrosła. Teraz bardzo lubi leżeć na obrusie, ona chyba myśli że to jest kładzione dla niej...


W takie wieczory się je, co dla mnie może być fatalne, bo znowu się zatuczę. Teraz miałam konfiturę mleczną z Normandii. To jest podobne do naszego kremu krówkowego, tylko bardziej mleczne i delikatne. Kupiłam do tego paczkę gofrów, które można podgrzewać w tosterze. Zatuczę się, prawda? Były bez konserwantów, i chyba naprawdę, bo data ważności była krótka. Najpierw je podpiekałam, ale trzeba krótko bo szybciej się spala niż tost. Potem sypałam na to cukier puder i potem tą konfiturę. Jadłam to cały dzień.


Dostałam też w prezencie marynowane rydze, one chociaż nie tuczą. W ogóle marynowane grzyby i jakieś pikle to nie są rzeczy, które ja lubię, ale w tych rydzach nie czuło się octu. Miały smak rydzów, wyjątkowo, bo grzybki marynowane są bardzo ładne ale czuje się tylko ocet. Rydze były domowej roboty, zebrane w Beskidach.


Już ich nie ma, oczywiście. Potem kupiłam jeszcze maślane ciasteczka z Bretanii, ale nie te, o których już pisałam, tylko z tej samej serii, co konfitura mleczna. Moja suczka pomogła mi je zjeść. Zdążyłam jeszcze sfotografować...Suczka ma 2,5 roku i jest pół borderem ( pół border collie)


Thursday, 6 November 2014

Kot przerywa milczenie

Witajcie, to ja, Claire. Kocia Mama jest dziś zmęczona i ja, kot, piszę teraz blog. Ostatnio są tu tylko zdjęcia z telefonu, ale tak nie będzie zawsze. Mama ma stary aparat, do którego jest bardzo przywiązana. Jest japoński i nawet nie taki beznadziejny, ale jeszcze tradycyjny i ona nosi zdjęcia do zakładu fotograficznego. Zapisanie ich na CD kosztuje około 5 złotych i oprócz tego wywołuje je jako odbitki i potem sobie oglądamy, pijąc zieloną herbatę. Żeby zrobić zdjęcie i je od razu wstawić, to w takim układzie kończy się na komórce... Wiecie, ona uważa że jak kupi cyfrowy to ten, który lubi będzie bezużyteczny a jest całkiem dobry. Poza tym taki jakby chciała jest dość drogi. Mogłaby kupić tańszy, ale po co, skoro właściwie ma. No i to jest problem, bo jednak wszyscy mają takie fajne zdjęcia u siebie, a u nas tylko takie z komórki.
Interesują mnie takie mydliny po zmywaniu naczyń. Nie wiem, czy to zjeść.

Monday, 3 November 2014

Obrażona kotka i placek szpinakowy

Claire jest obrażona. Nie pozwoliłam jej toczyć po świeżo wypranym obrusie mokrej torebki po zielonej herbacie. Wtedy wyszła z pokoju. Zjadła trochę wołowiny z miski suki i nie odzywa się do nikogo.

Placek szpinakowy jest jednym z moich ulubionych. W ogóle przepadam za słonymi tartami, pizzami, quiche lorraine itp. Ostatnio właśnie upiekłam taki placek, po raz pierwszy używając mojej nowej wagi kuchennej. Odważa się 25 dag mąki, ja zmodyfikowałam to dodając "na oko" 1/5 mąki razowej z otrębami.


Potrzebne są też: cebula, ja dałam pół dużej, ząbek czosnku, ja dałam dwa, suszone drożdże jedno opakowanie ( suszone drożdże są bardzo fajne),oliwa, przyprawa włoska, szpinak, mozarella, ser pleśniowy, gałka muszkatołowa, ja zapomniałam dodać, sól i pieprz. Najpierw wyrasta ciasto drożdżowe, aż się podwoi. Dodajemy przy zagniataniu dwie łyżki oliwy, ok. pół szklanki ciepłej wody i przyprawę włoską. Ja dałam trochę tymianku i rozmarynu, niedużo. Gdy wyrastało siedziałam na małym stołeczku, tym na którym siedzi Claire, i oglądałam katalog IKEI i program tv.


W formie do tarty francuskiej natłuszczonej oliwą ułożyłam ciasto i na nim najpierw mozarellę, potem szpinak, przesmażony z cebulą i czosnkiem na oliwie, na wierzchu pokrojony w kostkę ser pleśniowy, ja dałam 'Lazur" i jeszcze trochę wiórków mozarelli.


Potem w 200 stopniach, w przepisie jest 25 minut, ale u mnie zawsze jest dłużej. Przepis jest książeczki z serii 'Lubię Gotować" ( " Smakowite zapiekanki"), ale polecam moje modyfikacje.


W następnej notce kot wyjaśni dlaczego zdjęcia są głównie z komórki i czy zawsze tak będzie.