Monday, 29 June 2015

Głód na Starówce

Ostatnio często jestem na Starówce, albo tylko przechodzę szybko. Niestety, nie stać mnie na to żeby tam prowadzić działalność gospodarczą, może kiedyś... Teraz to raczej na Bazarze Szembeka otworzę sobie budkę ( żartuję oczywiście). Lubię warszawską Starówkę, chociaż może są ładniejsze. Ostatnio jednak nasza też się zrobiła nawet fajna a teraz jeszcze będą te bulwary nad Wisłą.




Ostatnio jak tamtędy szłam byłam bardzo głodna. Z drugiej strony obiecałam sobie że nie będę jadła jakiś czas gofrów i lodów, bo znowu przytyłam. Ja jestem trochę addicted to, bardzo, bardzo lubię gofry na Starówce! Jakoś wytrzymałam i przeszłam przez całą i dopiero na końcu w sklepie kupiłam chipsy brzoskwiniowe.



Poszłam na przystanek autobusowy i tam zjadłam te chipsy. Była tam reklama ciastek w kształcie krowy, na którą musiałam patrzeć 10 minut. Potem przyjechał autobus a tam też były brzoskwinie?





To kawałek mojej torby vintage, o której napiszę kiedyś oddzielnie. Potem przyszłam do domu do kochanej suczki...



Thursday, 25 June 2015

Biała noc i pół - borderka

Suczka jest pół - borderem i to wiele wyjaśnia. Jej niesamowite zdziwaczenia, nie o wszystkich nawet piszę. Mój piesol zafiksował się na wyprowadzaniu stada i ma coś takiego, że jak idzie kilka osób to nikt nie może się odłączyć. Jeżeli jeszcze ta osoba, która odchodzi, ma siatkę z zakupami to pogoń jest naprawdę godna psa pasterskiego! Jest mocno zdziwaczała, na przykład dzisiaj spała w poprzek mojego brzucha, wzdychając i chrapiąc.



Najkrótsza noc w roku była chyba przedwczoraj, ale wczoraj też byłam z suczką koło północy i niebo było takie jasne, trochę jak w Sztokholmie. Nie była to może biała noc jak za kręgiem polarnym ale efekt jest. Jak firma, w której kiedyś pracowałam upadła miałam lekki spleen, przez jakiś czas. To była wczesna jesień i znalazłam stronę z kamerami w Szwecji za kręgiem polarnym. U nas było jeszcze indian summer a tam już pierwszy śnieg. Codziennie robiłam sobie kawę i gapiłam się na taką ulicę w miasteczku na końcu Zatoki Botnickiej. Dwa domy, kościół protestancki i ulica. Nigdy nie było ptaków, kotów a pies raz był na smyczy z jakąś dziewczynką. Ludzi prawie nigdy nie widziałam, a samochód to chyba tam przejeżdża raz na pół dnia. To doskonale korespondowało z moim stanem psychicznym wówczas, a potem mi przeszło. Nie ma już chyba tej strony, zresztą ten spleen miałam 5 lat temu.




Wrona siwa nosiła kawałek pizzy i potem zaniosła go do wody i namoczyła sobie. Śmiesznie wygląda taki ptak z pizzą, ale niestety uciekła mi i zostały tylko kartony. U nas na terenie teraz taki styl życia jest że wszędzie te kartony. Dzieci rysują kredą ale przychodzi dozorczyni i polewa to wodą ze szlaucha ;-(. Coś trzeba robić, jak się jest w pracy. Najlepiej wszystko zniszczyć...



Wednesday, 17 June 2015

Dogwalking, piesole, piesie...

Szczęśliwie grypa już opuszcza mój organizm i jednak nie był to MERS. Chodzimy z suczką znowu na długie spacery. Jeziorko wysycha i na brzegach odsłoniło się muliste dno. To dopiero super sprawa! Sucz zanurzyła się w tym i potem jeszcze tarzała się - żeby na plecach też było. Jak z nią wracałam sąsiadka nie odpowiedziała mi na "Dzień dobry!". Niosłam też kij, jest mi potrzebny do ustabilizowania draceny, i potem się okazało że dżinsy mam wybrudzone też tym błotem. Musiała się o mnie otrzeć. Ale  żeby aż się nie odkłonić! Warszawa to jednak miasto chamskie.





To zrobiłam już jakiś czas temu, kiedy kwitły tulipany, bo wtedy właśnie zrobili nam te krzesełka. Wcześniej na mostku były drewniane ławeczki ale ktoś je rozwalił i teraz są takie fotele. Mnie wkurzają trochę te kwietniki, to znaczy lubię tulipany, ale te płotki mnie dobijają. Jeśli pies nawet średni będzie chciał to bez problemu to przeskoczy a jamnik się wśliżgnie pod tym... To jest okropnie brzydkie i bezużyteczne. Albo niech robią porządne płotki albo najlepiej niech normalnie to będzie, bez ogrodzenia. I co się stanie jak pies w to wejdzie? Ludzie jednak mają kolejną możliwość do okazywania pogardy psom. Poza tym wcześniej rosły tu trzy dzikie jabłonie, teraz została tylko jedna, trochę dalej. Nie rozumiem po co wycinać drzewa owocowe żeby w to miejsce zrobić kwietnik? Z głupim płotkiem? Ja w ogóle lubię takie ogrody w stylu angielskim, takie trochę dzikie, i te jabłonie i modrzewie bardzo mi się podobały. Ludzie jednak lubią to i mówią że "to Hania zasadziła". Ostatnio wolę polne, dzikie rośliny i nigdy nie wiem, jak się nazywają. Podziwiam ludzi, którzy na blogach mają zdjęcia z nazwami roślin i ptaków, ja kwiatki fotografuję ale określam je jako "te niebieskie" czy "białe z parku". To właśnie nie wiem czy może to jest arcydzięgiel litwor ( kiedyś mówiłam na to likwor ale likwor to chyba staropolska nazwa likieru)... Chociaż może właśnie dodawali go do likierów? W każdym razie nie wiem, czy to jest to... W dzieciństwie mówiłyśmy na to kasza.




Friday, 12 June 2015

Bedtime stories




 Pierwsze trzy dni leżałam w łóżku, teraz już nie, ale muszę się bardzo oszczędzać. W łóżku nie czuję się dobrze, bo nie mam przestrzeni. Suczka już dawno uznała że to jest jej a w każdym razie wspólne i Claire potem dołączyła. Ta idiotka przynosi ze spacerów czasem patyki i zanosi to do łóżka. Albo ziemniaki, bo u nas jest psychiczny, który rzuca przez okno ziemniakami, one potem leżą. Suczka nie pozwala sobie niczego odebrać, dopiero właśnie na łóżku. Pozostaje mi więc tylko dość częste pranie pościeli. Mam kołdrę z Ikei za 30 złotych, bo nie opłaca się mieć nic porządnego przy nich.



Już jak była szczeniakiem wyszło fatalnie. Niepotrzebnie sugerowałam się radami z poradnika! Było tam że jeśli pies strasznie rozrabia trzeba go położyć na plecach i potem trzymać mu rękę na brzuchu. To język psów, który oznacza zwycięstwo. Ten, kto jest przewrócony na plecy musi się podporządkować. Zrobiłam jej tak bo mnie nagryzała kiedy czytałam, bardzo spoważniała i kwadrans była spokojna. Rano obudziłam się, pech chciał że na plecach! Ona usiadła koło mnie i zaczęła na mnie patrzeć bardzo odjechanym wzrokiem. Z jakimś namaszczeniem, jakby miała zaraz przemówić ludzkim głosem. Zrozumiałam że dzieje się coś ważnego! Wtedy postawiła mi łapę na brzuchu! I od tego czasu nie ma nią metody :)




Wednesday, 10 June 2015

Egzystencja kotki Claire w upały

Claire w upały jest raczej normalna i chyba lepiej je znosi niż suczka. Czasem leży trochę zdechła ale potem odbija sobie i wieczorami poluje na ćmy i wszystko, co wlatuje przez okna. Jak się rozkręciła wczoraj to zaczęła chodzić po zasłonie i nawet nie zerwała jej. Claire umie też iść do góry po ścianie. Skacze z rozpędu i jeszcze biegnie po prostej ścianie w górę kilka kroków, a potem zgrabnie odskakuje. Gorzej, że ja mam koszmarną grypę. To absurd mieć grypę w czerwcu i przy takiej pogodzie ale ja mam! Cały rok nie miałam... Leczę ją ekologicznie, to znaczy nie poszłam, chciałam napisać do weta, ale nie poszłam do lekarza czy jak to się nazywa... Nawet nie jest żle, mam Sinupret, Cholinex, Strepsils, Nurofen Forte i dziś jeszcze przywalę sobie Fervex.




Tu była obrażona że przeszkadzałam jej w myciu łapy i dopiero te snacki ją obłaskawiły. Nie są może super-healthy ale Claire bardzo je lubi. Muszę wypić Fervexik i potem będę spała a potem będzie lepiej! Zawsze tak jest. Ostatnio było trudno kupić Fervex bo znależli w tym mikroorganizmy i wszystko wycofali. Były tylko bez cukru i mam taki. Ciekawe, co to było, te mikroorganizmy? Pewnie coś się ruszało... A to są z wyprzedaży, po 50 groszy były!


Thursday, 4 June 2015

W upały suczka nagrzewa się

Moja ukochana suczka bardzo się nagrzewa w upały, bo na plecach i na głowie jest czarna. Poza tym futro ma gęste i długie, nawet jak wylinieje. Stąd sucz bardzo lubi leżeć w jamie ziemnej, którą wykopała jej większa koleżanka Misia. Sucz pogłębiła ją i leżała tam z wywieszonym jęzorem a potem znowu pod pocztą, pod stołem ping-pongowym i pod apteką w przejściu. Piła też wodę z kałuży i zabrałam ją nad jeziorko żeby się wykąpała.



To jest potok oligoceński, który płynie prawie cały czas pod ziemią i ma bardzo czystą wodę, ale dno jest muliste. Ona musi być na smyczy, bo obok jest ruchliwa ulica i tak na tej smyczy sobie brodzi. Wychodzi stamtąd albo pomarańczowa ( z dna) albo czarna ( jeśli mokra wejdzie w błoto na brzegu).




Chodzimy też nad wodę tam gdzie zawsze, ale to oddzielnie będzie, bo zrobili nam różne nowe rzeczy tam... Jak wracałyśmy to moją obciachową Nokią zrobiłam zdjęcia, na których jestem naprawdę grubsza niż w rzeczywistości!!! Ta sukienka jest bardzo szeroka i pogrubiła mnie optycznie. Mam nadzieję, że uwierzycie w to, bo to jest prawda. Suczka ładnie wyszła, to mogę opublikować. Te fotele też są o.k. właściciel mógł je sprzedać na targu staroci, ale pewnie nie miał na transport. Ja ostatnio wystawiłam wiklinowy kosz a wzięłam dracenę bez doniczki i teraz mam w pokoju. Ze śmietnika bardzo często ratuję rośliny, miałam już storczyki i wiele innych.




Monday, 1 June 2015

Moje wody toaletowe kończą się

Mam teraz trzy i wszystkie się kończą. Ludzie mówią na to perfumy ale do Polski raczej nie sprowadza się prawdziwych perfum, bo jesteśmy biednym społeczeństwem i nie byłoby dużego zbytu. Zresztą ze wszystkim tak jest, np: IKEA nie wprowadza do polskich sklepów krótszych serii z drogimi meblami, bo w kraju dla biednych ludzi nie trzeba takich... Ja też bardzo oszczędzam i dlatego mam te wody od Yves Rocher bo oni czasem mi dają gratis, na przykład na urodziny. Resztę kupuję w promocjach i jakoś to tak się układa.




" Naturelle" dostałam od nich w gratisie i to jest moja jakaś siódma butelka tego, bo ja bardzo lubię tę  wodę za to że jest taka spokojna i jakby słoneczna, jak takie lazy sunday afternoon w lecie. Zużywa się ją szybko, bo nie jest bardzo trwała ale na pewno póki będzie będę ją kupowała. To różowe ohydztwo z boku to jest chińskie etui do okularów, które mi przysłali jako gratis zamiast bransoletki w Cellbes. Mam tam kolczyki, ale potem to wyrzucę. Jest ohydne. Miś jest znaleziony i bardzo go lubię. Niżej jest "Vanille Noire", które kupiłam z upustem i jest bardziej zimowe, ale niekoniecznie. Też nie jest za bardzo trwałe. Dobrze się czuję w tym zapachu ale wolę 'Naturelle".




To jest prezent, "More by Demi" z Oriflame, więc widzicie- żadnych zbytków! Mam kilka, które bym chciała, ale są bardzo drogie... Te z Oriflame są o wiele bardziej trwałe. Dostałam je, ale wiem że kosztowały jakoś koło stówy. Ludzie mi mówili że fajny zapach jeszcze siedem godzin po użyciu. To jest trwałość!


Bez przekwitł już i lato nadchodzi.