Tuesday, 28 October 2014

Claire śpi

Kot teraz śpi. Pod jego nieobecność piszę na tym blogu, który nie jest całkiem na serio, ale to nie jest jego wadą. Ja schudłam! Może nie tyle, ile bym chciała, ale dziś weszłam w dżinsową spódnicę, która ponad pół roku była niedostępna. Muszę jeszcze przymierzyć dżinsy, które się nie dopinały. Wydaje mi się że to zasługa odżywiania się głównie jogurtem naturalnym, jabłkami i czerwoną kapustą. Po prostu zamiast obiadu jakieś warzywa na ciepło, dynia, jak już pisałam. Albo zapiekanka z ryżu i jabłek, z rodzynkami, cynamonem, cukrem trzcinowym i polana śmietaną 12 %. Schudłam w ten sposób. Oprócz tego sporo chodziłam na piechotę, po schodach - nawet bez ćwiczeń taki ruch jednak coś daje. Dziś kupiłam w Rossmanie kostkę rosołową bio, ma certyfikat unijny, ten listek z gwiazdkami. Skład robi wrażenie, warzywa, z których zrobiono sok, są z upraw bio, jest tam też olej palmowy i pasternak, nie ma natomiast glutaminianu. Będę robiła niedługo zupę dyniowo- pomarańczową i wtedy użyję tej kostki. Kupiłam też normandzką konfiturę mleczną, ale nie wiem, co z niej zrobię. Poszłam właściwie po mleko kozie, ale nie było albo nie mogłam znależć. Oczywiście, nie w Rossmanie. Tak sobie chodziłam po sklepach w poszukiwaniu mleka kozy. Bardzo je lubię. Jest takie aromatyczne, czuje się w nim zioła. Zamiast tego tym razem kupiłam ser brie kozi. Sprzedawczyni była dla mnie bardzo miła. Potem się okazało że ten ser jest bardzo drogi. Ale i tak to super, jak sprzedawcy są mili. Przecież potrafią być niemili nawet jak się robi duże zakupy. Przynajmniej w Warszawie.

Saturday, 25 October 2014

Thursday, 23 October 2014

Czerwona kapusta

Mama kupiła czerwoną kapustę w supermarkecie, kosztowała 2 złote z groszami.Warzywa z supermarketu nie są chyba tak złe, jak się uważa. Kupowanie na targu czy "od chłopa" nie zapewni warzyw bez nawozów. Każdy z chęcią oszuka że ma "ekologiczne" a z życiowych doświadczeń wynika że nawet działkowcy stosują nawozy sztuczne w uprawie pomidorów. Nie da się uniknąć jedzenia tego, a Mama lubi kupować w supermarkecie. U nas na osiedlu była budka "ekologiczna", była tam kiełbasa. Właściciel zapewniał że jest bez konserwantów. Na pytanie, skąd jest, czy ze wsi, warknął po chamsku: "Od takiego dostawcy!!!". Od takiego dostawcy... Nawet nie umie kłamać. Nic więc dziwnego, że sklepik upadł. Jak ktoś jest niegrzeczny i oszukuje, to nawet dobrze, że upada. Potem taka kiełbasa była w normalnym sklepie, więc była to zwykła kiełbasa z konserwantami. Wracając do kapusty. Na Śląsku mówią na tą kapustę "modra" i jest tam bardzo popularna. My nie jesteśmy ze Śląska i robimy ją bardzo prosto. Kroimy ją, sparzamy, dodajemy cebulę przesmażoną na oleju i trochę cytryny pod koniec gotowania. Wszystko, co jest fioletowe, jest bardzo zdrowe. Kapusta, winogrona, porzeczki, aronia. To zabarwienie wiąże się z zawartością czegoś, co ma działanie przeciwnowotworowe. Zapomniałam, jak to się nazywa:). Mama zjadła tą kapustę samą, w ramach jedzenia czasem posiłku składającego się z tylko jednej rzeczy.

Wednesday, 22 October 2014

Ciekawostki ekologiczne

Sytuacja na dziś przedstawia się tak, że Mama dostała czekoladki i martwi się że będzie gruba. Niedawno były dobre pierogi z grzybami i nawet miało o nich tu być. Ale wiecie, tak je jedli, że nic nie zostało. Fotograf nie zdążył :). Pies też jadł. ( Muszę mieszkać z psem, ale nawet jakoś się układa). Widziałyśmy z Mamą w telewizji program ekologiczny. To było jakiś czas temu i nie pamiętamy, gdzie to było. Oni byli w Skandynawii i było o ludziach, którzy powrócili do natury. W Norwegii było małżeństwo, które na Północy ma dom, gdzie wszystko jest jak w XIV wieku. Odtworzyli takie warunki - nie ma prądu, ciepłej wody, facet orze pole drewnianym pługiem, zaprzężonym w konika. Jedzą przy świecach, które są w wielkich, srebrnych lichtarzach. Chyba w ogóle żyją przy świecach, w Skandynawii, gdzie długi czas jest ciemno. Nie mają lodówki i trzymają jedzenie w strumieniu, do którego muszą dojść kawałek polną ścieżką. Jest tam też kot :). Potem byli w Szwecji, gdzie jest małżeństwo, które zbudowało dom według oryginalnego domu Wikingów, średniowieczny model. Wygląda bardzo ładnie, jest parterowy, z przybudówkami, taki rozłożysty. Jest zaprojektowany tak, żeby okna były tylko od południa, a ściana, gdzie pada najwięcej śniegu, jest mocniejsza i różne takie... Centralne miejsce domu to gliniany piec, wyglądający jak pień drzewa. Poza tym wszystko jest z drzewa. Wychowują się tam małe Wikingi, wyglądały na całkiem zadowolone. Oczywiście mają uprawę bio w przydomowym ogrodzie, własne kury, wiecie... Tylko chyba zimno tam. Mówili, że taki średniowieczny piec naprawdę dobrze nagrzewa dom, ale nie wierzę w to. Potem byli na Spitsbergenie i tam jest bank nasion w starej kopalni. Mama mówi, że jej marzeniem jest pracować w takim banku. Jest stworzony przez jakąś międzynarodową agencję na wypadek ogólnoświatowego kataklizmu. Są tam nasiona warzyw i zbóż uprawnych, aby na planecie nie nastąpiła totalna klęska. Co kilka lat wymieniają te nasiona.

Monday, 20 October 2014

Niepowodzenie uprawy balkonowej

Mama odniosła niepowodzenie w uprawie balkonowej. Była to mała uprawa eksperymentalna, marchew odmiany " amsterdamska", lawenda z nasion, koper, rzodkiewka, poziomki z nasion i mięta, kupiona w doniczce. Udał się tylko koper... Wszystko było bio, ziemia była bez nawozu, tylko ze skorupkami jajek zakopanymi. Ja, kot, bardzo lubię spędzać czas na kopaniu w ziemi. Szczególnie w nocy, żeby na rano było... Żeby było tak fajnie, tak dużo ziemi wszędzie! Lubię po prostu wykopywać sobie taką skorupkę. Ale to nawet nie ja zepsułam. Mama nie pozwalała mi się do tego dobierać. Zwyczajnie na tym balkonie nic nie wyrasta. Jest wiatr i mało słońca. Marchew, owszem, miała nać i Mama już się ucieszyła, a tu nie ma tej pomarańczowej części! Mamie tak bardzo zależało na marchewkach, bo kupowane w sklepie z pewnością są z uprawy na nawozach azotowych. Marchew bardzo kumuluje azotyny i azotany, które są rakotwórcze. Teraz nie będzie w ogóle marchwi, bo Mama nie zna wiarygodnego żródła, żadnego dostawcy ekologicznego, któremu można zaufać. Lawenda nie kwitnie, rzodkiewka też nie miała bulwy. Poziomki z nasion są malutkie, tzn: krzaczki są malutkie, bo o owocach w ogóle nie ma mowy. Jednym słowem, jest na tyle kiepsko że nawet nie ma co fotografować.

Sunday, 19 October 2014

Friday, 17 October 2014

Przysmaki na deszczowy dzień

Dziś prawie cały dzień siedziałam na parapecie, stąd wiem że deszcz pada. Wkurzają mnie doniczki, wiecie, że jestem kotem. Dziś jednak byłam taka senna że nawet nie strąciłam żadnej doniczki na podłogę. Mama uznaje tylko gliniane doniczki, bez ozdób, w stylu surowo- rustykalnym. Takie najlepiej się tłuką. Teraz kupiła większą, mam z nią trochę problemu. W ogóle chciałam uciec przez balkon, ale przystawiła tam piecyk elektryczny. Siedziałam kilka godzin i próbowałam otworzyć ten balkon i zauważyła to... Kupiła w prywatnych delikatesach rybnych sajrę w słoiku. Ta jest szczególnie smaczna, bo dodali do niej ziele angielskie i liść laurowy. Pochodzi z Łotwy. W ogóle sajra to ryba rzeczna, poławiana głównie w Rosji na północy i, jak się okazuje, też na Łotwie. Wspaniale jest jeść taką rybę ze słoika i przeglądać sobie na przykład magazyny o urządzaniu wnętrz. Kupiła też ciastka francuskie, bretońskie. Mama jest miłośniczką Francji i jedzenia francuskiego. Opowiadała mi że Bretania, ta nazwa, pochodzi od Brytania, bo jest to region Francji z bardzo silnymi wpływami z Wysp. Te ciasteczka są produkowane przemysłowo, ale nie czuje się tego. Mają przyzwoity skład bez żadnych świństw. Tradycyjna receptura regionalna.




Saturday, 11 October 2014

Indian summer

Wrzesień był taki sobie, raczej chłodny, ale pażdziernik to powrót lata.Mama mówiła: " Dzisiaj mecz Polska - Niemcy, rano w parku widziałam dziecko, które krzyczało: "Polska! Biało- czerwoni!" .( Wieczorem będzie płakało, jestem pewna)." Jesień to pora warzyw. Moje ulubione: bakłażan, cukinia, patison, brokuł, dynia, ziemniak i jeszcze orzechy... I jest już po meczu. Dziecko nie płacze, to nadzwyczajne! W czasie meczu zrobiłam eksperyment kulinarny i upiekłam w piekarniku kawałek dyni. Po prostu sama dynia, ciepła i nawet bez soli. Pięknie pachnie i jest bardzo smaczna, to była odmiana " kabaczek".