Wednesday, 28 January 2015

Placek " Hokkaido Pumpkin" i kot



Film trwa prawie 14 minut, ale naprawdę warto obejrzeć. Można sobie przypomnieć jak wygląda prawdziwa zima ! Sapporo to największe miasto na Hokkaido i wszyscy wiemy że tam są zawody w skokach narciarskich - nasi tam byli, Małysz był i Kamil Stoch. W tym filmie nie ma nic o tym ale jest pięknie zmontowany, nawet jak ktoś nie czytał Murakamiego, to warto.

Udało się uratować konfitury z hokkaido pumpkin poprzez upieczenie ciasta. W trakcie okazało się że do dyni był dodany grapefruit i jakieś jeszcze owoce - przypuszczalnie dlatego mi tak nie smakowały. Na początku zastanawiałam się czym to przyprawić, np: curry, czerwona papryka słodka, imbir, gałka muszkatołowa, kardamon, mieszanka korzenna do piernika... Jednak w końcu wsypałam tam mnóstwo cynamonu i to jakoś pomogło.




Nie było jakoś szczególnie ładne ale nawet smaczne. Najpierw zrobiłam kruche ciasto z mniejszej ilości składników, bo i tak nikt oprócz mnie nie miał zamiaru tego jeść. Wzięłam 15 dkg mąki krupczatki, 10 dkg masła, 5 dkg cukru pudru i 2 surowe żółtka - z tego wychodzi placek dla 1-2 osób. Zrobiłam sobie jeszcze herbatę rooibos z mlekiem 3,2% i było całkiem fajnie. Śnieg już się rozpuścił. Kupiłam tulipany, ale mały potwór Claire od samego początku rzuca się na kwiaty. Gdyby chociaż niszczyła liście, ale nie, od razu na płatki. Trzeba trzymać kwiaty w pokoju, gdzie ona nie może wejść.




Zawsze miała coś do kwiatów i nie przechodzi jej to...

Sunday, 25 January 2015

Jesień w środku zimy

Spadło trochę okropnego śniegu, jest mokry i roztapia się. To nie jest zimowy śnieg, raczej marcowy albo jesienny. Skończyłam wreszcie czytać "Przygodę z owcą" H. Murakamiego, czytałam to bardzo długo bo w trakcie musiałam przeczytać coś innego i poza tym ciągle zasypiałam. Jeśli ktoś zna książki Murakamiego, to wie że nad nimi można usnąć, ale to nawet nie jest zarzut, bo on jest genialny. Akcja tej książki toczy się najpierw w Tokio a potem na Hokkaido, w czasie jesieni i tak mi się skojarzyło że teraz też jest jesień... Podobno ma się ochłodzić już jutro.




Madras and the umbrella



Nigdy nie byłam w Japonii ani w ogóle w Azji i nie przypuszczam żebym tam pojechała. Prawie nigdzie nie jeżdżę, jak jeżdziłam to po Europie Zachodniej i Środkowej i zamierzam tak robić do końca życia. Japonia, którą można poznać z książek Murakamiego jest jednocześnie bliska i daleka kulturowo. Powierzchownie ten kraj jest nawet dość podobny do Polski, ale w warstwie duchowo- fantastycznej tych powieści jest zupełnie obcy cywilizacji judeo-chrześcijańskiej i na tym chyba polega sukces Murakamiego. Niesamowite połączenie azjatyckiej wrażliwośći i kultury popularnej. Do tego "Przygoda z owcą" dzieje się w latach 70-tych, co dla mnie jest wielkim plusem, bo ja bardzo lubię te czasy. Typowe dla niego są też jakby filmowe, spowolnione opisy uczuć i rzeczy, coś w rodzaju filmowego zbliżenia. W każdym razie Murakami bardzo wciąga.


Kupiłam to w budce ekologicznej na bazarze, pod wpływem Murakamiego. Hmm, to jest jak przecier dla niemowląt. Chyba muszę to podgrzać w piekarniku i spróbuję jeszcze z kozim serem na chlebie pumpernikiel. Jest słodzone sokiem z brzozy. Myślałam że będzie mi bardziej smakowało, ale to nie jest zarzut do producenta, tylko ja od niedawna eksperymentuję z dynią. Oni piszą że to jest dobre jako składnik ciasta, może zrobię ciasto... Na zimno nie jestem w stanie tego zjeść.

Fighting for the glove


Tu widzimy kobietę mojego wzrostu, w moich ciuchach i bawi się z moim psem. Jeśli to jestem ja mogę dodać że ten płaszcz kupiłam w zeszłym roku w sklepie wysyłkowym bon prix. Nie jest elegancki i mam jeszcze kożuszek z C&A, ale ten płaszcz wydawał mi się dobry do spacerów z psem itd. Jest fajny, puchowy i nie rozpadł się w praniu w pralce, natomiast kiedyś podczas ulewy zupełnie w nim przemokłam - miałam wodę na plecach. Moja czapka jest warta oddzielnego wpisu, tylko napiszę że kupiłam ją w Auchan za 17 złotych i jest bardzo ciepła.
Chciałam zaznaczyć że mój blog jest totalnie niekomercyjny i jeśli jest tu coś o jakiejś konkretnej rzeczy to jest to mój osobisty, szczery test konsumencki. Ja z nikim nie współpracuję, nie zarabiam na tym oczywiście i nie interesuje mnie to, chociaż to nic złego.

Big black birds from the North
http://www.harukimurakami.com

http://www.pl.wikipedia.org/wiki/Hokkaido

Wednesday, 21 January 2015

Always Christmas



Chowam właśnie wszystkie dekoracje świąteczne, choinkę już jakiś czas temu schowałam. Ta piosenka bardzo pasuje do takich porządków a poza tym lubię tę piosenkarkę- ma bardzo oryginalny głos, moim zdaniem to piękna barwa głosu, ale nie jestem znawczynią. Jej twarz też mi się podoba, ale chyba jest trochę zbyt idealna. Nie wydaje mi się żeby obeszło się bez ingerencji chirurgicznych, ale i tak "chciałabym tak wyglądać" - zresztą to nic złego, operacja plastyczna, wszystko dla ludzi. Chcę Was zachęcić do obejrzenia tego i posłuchania. Podoba mi się scena na końcu, kiedy kiczowaty Mikołaj ląduje w wodzie. Bardzo nie lubię takich Mikołajów i tanich, chińskich kiczowatych ozdób świątecznych. Wkurzają mnie ale czasem zdarza się wyjątek, jak ten koszyczek na chleb:

Chinese and cheap but I like it
Wyprałam go bo Claire ciągle w nim siedziała. Mam też taki tani domek z Ikei, kosztował, tak jak koszyczek, około czterech złotych. Nie jestem typem zbieraczki i często pozbywam się nadmiaru przedmiotów, ale czasem jakoś coś polubię... Ten domek mam przez cały rok w kuchni i palę w nim cynamonowy tea-light kiedy piję zieloną herbatę.

10 years old my beloved

Ready to watch tv
Suczka wymyśliła dla mnie zabawę treningową. U nas jest trochę inaczej niż u większości ludzi, bo ona uznała że też będzie uczyła i tresowała ludzi a ja postanowiłam nie tłamsić jej kreatywności. Ta zabawa polega na zabieraniu rękawiczki i, jak sądzę, ma mnie nauczyć że ona rządzi oraz doprowadzić do tego, aby ona dostała coś smacznego. W windzie, jak wracamy, rzuca się i zdejmuje mi rękawiczkę - tak codziennie.


Ten wzrok ma mnie pozbawić złudzeń, że mogę z nią wygrać ( ona jest strasznie śmieszna!). Potem ucieka z rękawiczką w zębach. Korytarz jest długi i mieszkamy na końcu więc może nabrać rozpędu. W domu kładzie się i nie oddaje, są różne metody :  a) podanie kawałka mięsa lub stick`a wtedy wypuszcza i jej chyba o to chodzi, b) otwieranie lodówki i udawanie że się coś wyjmuje, wtedy zostawia rękawiczkę, ale potrzebne są dwie osoby, poza tym w końcu i tak coś wyprasza, c) to dziwne, ale czasem oddaje sama, po długotrwałym całowaniu w główkę i przemawianiu czułym głosem, to działa tylko czasem.


Not mine


Jak można się domyślić, to jest bardzo męczące, ale ona bawi się świetnie, no i sama to wymyśliła!

Sunday, 18 January 2015

Przedwiośnie w styczniu


Gdy człowiek nie pracuje na etacie ma mniej pieniędzy i więcej czasu. Włóczenie się z suczką po okolicy jest za darmo i nie do kupienia, takie nadzwyczajne, więc nie spieszy mi się "na etat" ( ale to kiedyś nastąpi). Na razie jednak mam czas i łaziłyśmy wczesnym popołudniem - starsi ludzie na emeryturze, psiarze i matki z dziećmi w wózkach. Czas nawiązywania znajomości i obserwowania przyrody.


To ulubiona łąka suczki i moja, którą już wielokrotnie chciano zabudować ( jakieś projekty parkingu piętrowego czy supermarketu) ale pomagają te drzewa w tle. Są to wiekowe dęby i na każdym jest tabliczka "Pomnik przyrody". Raz na jakiś czas fotografują je i jest jakiś artykuł w lokalnej prasie, dzięki czemu ta łąka jeszcze jest. Psy się tu bawią, ale też ludzie przychodzą w lecie poleżeć na kocach albo dzieci rozbijają sobie namioty.




Jest zima więc sfotografowałam choinkę, żeby był jakiś zimowy akcent. I Wielkanocny też już jest!


Kilka dni temu padał deszcz i suczka trochę kulała na przednią łapkę ale jak zrobiło się sucho i słonecznie nie kuleje. Teraz bardzo szaleje i biega ze szczeniakami, zresztą kiedy kulała też urządzała galopy, i wtedy nie kulała. Pozwoliła sobie obejrzeć obie łapki i jeżdzić palcem pomiędzy poduszeczkami. Nic tam nie było, chociaż miała trochę krwi na łapce - prawdopodobnie rozgryzała sobie coś. Wydaje mi się że to albo reumatyzm pourazowy ( w tą łapkę ugryzła ją kiedyś potworna suka- jakiś buldog), ale ma dopiero trzy lata, albo może to enostaza, bolące kości u młodych psów. Jak się to będzie powtarzało, pójdę z nią do weta, ale tu w okolicy nie ma dobrego.



Ostatnio ten kot zawsze jest. Nawet zastanawiałam się czy nie jest sztuczny, ale widziałam jak chodził.

Thursday, 15 January 2015

Smaczne kiełbaski, śliczna suczka i kość

Jak chyba już kiedyś wspominałam, od kilku lat nie jem wędlin z konserwantami. Konkretnie chodzi o azotyn sodu, czyli E 250. Wszystkie azotyny są rakotwórcze, a w mniejszym stopniu azotany. Są nie tylko konserwantami żywności ( przede wszystkim wędliny i sery żółte), ale też występują w nawozach sztucznych i kumulują się w warzywach. Z warzyw już nie da się ich "wyjąć", trudno też w Warszawie kupić autentyczne warzywa bio, i najłatwiej było mi to ograniczyć właśnie rezygnując z wędlin. Znalazłam wędliny bez konserwantów w Krakowskim Kredensie, choć mają tam i z konserwantami, ale to temat na inny post. Dziś będzie o kiełbaskach z supermarketu, w których nie ma azotynu sodu, jeśli wierzyć tym wszystkim składom. Jest jakaś inna substancja konserwująca, która nie jest grożna.

Kiełbaski białe


inspekcja

To białe wieprzowe kiełbaski z dużą ilością majeranku, bardzo smaczne upieczone w piekarniku, i z odrobiną musztardy! Jak nie jadę do Krakowskiego Kredensu to w Carrefourze koło domu kupuję je i zawsze mam jakąś wędlinę. Aczkolwiek nauczyłam się często zastępować kiełbasy i takie rzeczy rybami, pieczeniami i klopsem z indyka, który moja mama często robi według przepisu jakiegoś zakonnika ( ale to też oddzielna historia).


Moja śliczna suczka jest wielką fanką tych kiełbasek, Claire też, co widać na zdjęciu... Niestety, suczka, mimo że naprawdę jest dobrze karmiona, znowu wpierniczyła kość na spacerze. Wygląda na wołową, prawda? W czasie konsumpcji podszedł inny pies, ale niezbyt blisko, ona natychmiast uciekła z tą okropną kością w pysku. Potem szedł pies na smyczy, ale i tak był za blisko, uciekła drugi raz a około 1/3 tego wspaniałego znaleziska ukryła na trawniku pod domem i ktoś inny to zjadł potem...





Byłam na nią trochę zła, ale jak leżałam w łóżku przyniosła zabawkę - sznur i położyła mi na szyi a potem odeszła, dziwnie patrząc... Ona mi chyba to dała, żebym też sobie pożuła. Jest bardzo koleżeńska.

Monday, 12 January 2015

Postanowienia noworoczne 2015







Mam kilka postanowień, którymi chcę się podzielić. Po pierwsze, muszę odnowić mój angielski. Kiedyś znałam angielski lepiej, skończyłam liceum z rozszerzonym angielskim, po studiach jakiś czas dorabiałam tłumaczeniem tekstów, nieraz były to naprawdę trudne teksty z zakresu budownictwa albo prawa bankowego, ale tłumaczyłam tylko z angielskiego na polski. To w pewnym sensie mi zostało - dobrze rozumiem, nawet dziennikarzy w CNN, którzy mówią szybko i nawet  moja znajoma po amerykanistyce nie zawsze rozumie. Ja też nie zawsze, ale generalnie nie jest żle. Jak oglądam BBC to rozumiem od razu wszystko. Natomiast fatalnie robi się kiedy to ja mam mówić czy pisać bez przygotowania. Oczywiście dogadam się, ale robię błędy, które potem widzę i których absolutnie nie powinnam zrobić. Czuję się jak wpuszczona w mgłę, uciekają mi słowa i składnia, rzeczy, które znam, ale zapomniałam. Zaczynam się wkurzać i nie mówię płynnie. Oczywiście, jeśli sobie wcześniej przygotuję wypowiedż, albo miałabym czas coś napisać w spokoju, poradzę sobie, ale chcę mówić naprawdę płynnie, a wszystko mi się chrzani.
Druga rzecz to odnowienie umiejętności robienia na szydełku i na drutach oraz szycie. W dzieciństwie w szkole uczyłam się  i mama mnie uczyła, ale potem nigdy nie zajmowałam się tym a teraz  jakoś bardzo chcę zrobić sobie coś na szydełku albo na drutach.
Trzecia sprawa to kurs rysunku. Nie wiem czy się zapiszę, ale widziałam w supermarkecie poradnik, wydawał się niegłupi i nie wiem czemu go nie kupiłam. Kupię sobie coś takiego i spróbuję.

Pierogi z soczewicą


Je teraz tylko to


Kicia

Saturday, 10 January 2015

Allez y, France !




France, I stay with You! I stay for tomorrow and forever. Always in love with France and always against violence!
Je t`aime France, je adore Liberte... I know Paris for long time and I keep this town in my heart!
Allez, France! God bless You :) Allez!!!


www.freemages.co.uk


Francja jest dla mnie bardzo ważna. Mam tam rodzinę, ale przede wszystkim ten kraj wiele mnie nauczył i bez kultury francuskiej nigdy nie byłabym sobą. Może nawet jestem kimś w rodzaju patriotki francuskiej, chociaż nigdy tam nie mieszkałam, ale dla mnie to najlepszy kraj w Europie. W dzieciństwie w wakacje zawsze bawiłam się z kuzynką z Paryża i tak się zaczęła moja fascynacja tym cudownym krajem.




Wednesday, 7 January 2015

Quiche selerowo- orzechowo-serowy

Przede wszystkim, jest to placek bardzo, bardzo tuczący. Jest też wyjątkowo smaczny, w każdym razie ja właśnie takie lubię. Lubię w ogóle "quiche", czyli francuskie słone placki, pieczone koniecznie w formie do tart - takiej z karbowanym brzegiem. Jestem fanką klasycznego quiche lorraine ( placek lotaryński), ale ta tarta jest z selerem naciowym, co sprawia, że jest szczególnie ciekawa. Seler od jakiegoś czasu mnie fascynuje, ale teraz w Carrefourze koło mnie były tylko hiszpańskie i nie wiem, czy taki, co przyjechał z Hiszpanii nie jest czymś popryskany na drogę, ale trudno.



Przepis pochodzi z tej książeczki, ale ja go konkretnie zmodyfikowałam. Zamiast trzech serów - pleśniowego, mozzareli i żółtego, każdy po 100 g, jak jest w przepisie, w moim placku było 100 g pleśniowego sera "Lazur" niebieskiego i 100g ricotty. 200 g sera to chyba wystarczy, za to dałam całą szklankę orzechów włoskich, zamiast połowy.

Składniki ( moja wersja):
Ciasto: 30 dag mąki, 20 dag masła ( to jest cała kostka, niestety!), 1/3 szklanki bardzo zimnej wody, szczypta soli.
Nadzienie: 3 łodygi selera naciowego, ricotta i ser pleśniowy, pół szklanki mleka, jajko, pół szklanki posiekanych orzechów włoskich, mielony pieprz czarny, oliwa.





Masło energicznie posiekać z mąką, aż powstanie kruszonka. Dodać sól, skropić wodą, zagnieść ciasto i uformować je w kulę. Owinięte folią włożyć na jakiś czas do lodówki, najkrócej godzinę.
Piekarnik nagrzewamy do 200C i wylepiamy formę do tart, nakłuwając ciasto widelcem. Podpiekamy, gdy jest rumiane wylewamy na nie nadzienie. Wcześniej dusimy pokrojony seler z oliwą i odrobiną wody ( oczyszczony z włókien). Jajko roztrzepujemy z mlekiem i mieszamy z serami, selerem i orzechami. Pieczemy to ok. 20 min, aż ser się roztopi ale nie zrumieni. Mój się chyba zrumienił i był bardzo dobry.
Jest to bardzo dobre też na zimno, następnego dnia.





Saturday, 3 January 2015

Kiedy pies znajdzie kość



Przyniosła do łóżka następną zabawkę, dostała ją pod choinkę i teraz jest już we właściwym miejscu, na "jej posłaniu". W Sylwestra wieczorem poszłam z nią na długi i bardzo męczący spacer po gołoledzi, oczywiście była na smyczy i bardzo ciągnęła. Szczęśliwie udało się jej mnie nie przewrócić ale znalazła kość koło śmietnika i zjadła ją. Specjalnie zabrałam ją tam, gdzie nie ma rac, poza osiedle, a ona wcale się nie bała, tylko szukała kości. Rano w Nowy Rok znalazła dwie nowe kości, nad wodą, zjadła je i do dziś nie je swojego żarcia. Zjadła tylko łososia, Dental Stick i z miski Claire... Spacer w ogóle był fajny, spotkałam panią, krzyczącą na chłopca, który chodził po lodzie. Chłopiec powiedział że "życie trzeba przeżywać ostro" ale zszedł. Tu jest bardzo płytko ale właściwie ta kobieta miała rację. Suczka przeszukała klomby, w których mieszkają szczury, ale nic nie upolowała.



 Tu gdzie mieszkam od jakiegoś czasu ludzie wykładają dla psów kości, na co bardzo narzekamy, ja i inni właściciele. Nie ma tu bezpańskich psów, które trzeba dokarmiać. To nie wieś na Mazowszu... Z drugiej strony, mieszka tu coraz więcej ludzi z takimi korzeniami, którzy chcą zmienić miasto w swoją wieś, którą pamiętają z dzieciństwa. Taka jest w każdym razie moja koncepcja socjologiczna ( studiowałam socjologię). Jest też dziwna kobieta, która od lat wykłada w jednym miejscu różne stare warzywa i owoce, rzadziej stare ryby i jakąś okropną kaszę. Raz ją zobaczyłam i ona chciała uderzyć moją suczkę. Suczka podeszła to powąchać, ta kobieta zalała się łzami i powiedziała, że to jest tylko dla ptaków. Płacząc krzyczała że "ma żółte papiery", " nadejdzie koniec świata 5 lat po tym jak wyginą wszystkie ptaki" i że to moja wina że one wyginą, bo ja nie pozwalam jej ich karmić. Starałam się zasugerować, żeby kładła to w karmniku niedaleko, ale powiedziała że to jest "mokre" i do karmnika nie wolno dać nic mokrego.



To właśnie ona ratuje te ptaki, sfotografowałam to jeszcze jesienią - skórki od bananów obfite zbiory, cebule dymki, leżało kilka tygodni i pleśniało. Kładzie to pod drzewem i czasem jeszcze surowe kartofle. Suczka kiedyś w nocy przyniosła takiego kartofla i położyła go w łóżku.
Kości kładzie sąsiad alkoholik, którego się boję i nie rozmawiam z nim. Kiedy ona ma już kość pozwalam jej zjeść, bo inaczej zjada w biegu, bo ucieka przede mną. Nie chcę żeby się zadławiła. Nigdy nie daję jej kości i jestem bardzo zła, jak jakąś znajdzie.






Czytałam kilka opracowań socjologicznych, które mówią o tym problemie. Degenerują się wielkie osiedla i centra dużych miast. Ludzie wyprowadzają się na przedmieścia a w blokowiskach zaczynają mieszkać bardzo proste osoby, fale świeżej imigracji z prowincji. w przypadku Warszawy jest to wyjątkowo uciążliwe, bo tu są głównie przybysze z Mazowsza i ściany wschodniej, gdzie z kulturą osobistą często nie jest najlepiej. Albo do Londynu, albo do Warszawy...