Saturday, 28 March 2015

Słoneczne dni

Wspaniale jest wędrować sobie z małą suczką w słoneczny dzień. Im więcej rzeczy muszę zrobić - mycie okien, odkurzanie książek na regałach, mycie lodówki itd- tym bardziej jestem pewna że suczka musi wyjść na długi spacer! Szczęśliwie nie została matką, teraz już jest spokój ale zanim to się skończyło schudłam kilka kilo. Była ciągle na smyczy i bardzo, bardzo ciągnęła i poza tym wybierałam trasy gdzie jest mniej psów czyli o wiele dłuższe. Między innymi na tą łąkę, którą zabierają ale też dalej... Raz gonił nas biały pies, który wcześniej był w ogrodzie i widział tylko jak szła. Potem jednak biegł za nami. Musi mieć jakiś podkop pod płotem... Schowałam się z nią do ogrodzonego placu zabaw. On stał i czekał a faceci, którzy sadzą drzewa obserwowali to. Nikt nie chciał mi pomóc, ale wszyscy się gapili. Powiedziałam do niego kilka razy: " Musisz iść do domu!" i w końcu trochę odszedł. Wtedy kobieta z dzieckiem powiedziała że chce wejść do ogrodu a on znowu podszedł. Ja zawołałam : "Ten pies nie może tu wejść !" , powiedziała 'o.k" i szybko weszła. Potem dziecko huśtało się a ja jakoś wybiegłam i  nas już nie gonił. Miałam takie zakwasy  po tych biegach 3-tygodniowych że dziwię się że to w ogóle wytrzymałam...



Suczka wśród białych krokusów! Nie mam w ogóle sandałów i muszę sobie kupić oraz wysłałam zamówienie na letnią sukienkę, która będzie niebieska. Dziś wyrzucę stare tenisówki, w których chodziłam w zimie i obcięłam już dżinsy na krótkie spodenki. Niestety, to chyba ostatnia taka wiosna w moim życiu... Jak ruszy moja działalność, na włóczenie się zostaną tylko weekendy. Chyba że splajtuję, to wtedy znowu będę miała wolny czas. To znaczy, jeszcze nigdy nie splajtowałam, ale byłam już na bezrobociu i wiem, że ma swoje dobre strony. Teraz muszę jeszcze dokończyć jeden projekt i z miesiąc, dwa jeszcze pożyję w luksusie wolnego czasu i wstawania kiedy się chce.




Suczka za pąkiem!Kiedy tak z nią chodzę oglądam różne drzewa i doszłam do wniosku że bardzo słabo znam ich nazwy.



To jest na pewno leszczyna, najpierw była żółta a teraz jest różowa. Ostatnie zdjęcie to oryginalny wodopój dla gołębi, który zrobił u nas w parku ktoś. Ja nie jestem przekonana czy to jest naprawdę potrzebne. Wydaje mi się że gołębie by bez tego przeżyły, ale zaimponowała mi myśl techniczna, to umocowanie w cegłach i te miski z odciętych butelek! W Warszawie ostatnio sporo takich, czy w innych miastach ludzie też... jakoś tak...ratują je?




Obok tego leży mnóstwo spleśniałych chlebów i kiedyś był kurczak. Był, dopóki suczka go nie zjadła... Ja czytałam ogłoszenie, a jakaś kobieta do mnie podeszła z krzykiem : " Proszę pani, ona się posila!" i udało się jeszcze zobaczyć że to był kurczak, chyba pierś.
W ogóle słoneczne dni kończą się, wczoraj była burza, jest zimno. Święta też mają być chłodne.

Wednesday, 25 March 2015

Smażone plastry bakłażana

Czasem robię coś smażonego, ale naprawdę bardzo, bardzo rzadko. Najczęściej piekę w piekarniku, zdecydowanie najczęściej i Claire usiłuje tam wejść ( jest jakby odmóżdżona - trzeba uważać). Potem jest gotowanie na parze i jedzenie surowizny ( mam na myśli sałatki i różne smoothie) i na koniec czasem gotowanie w wodzie i smażenie - tylko na oleju rzepakowym i oliwie.
Od dawna miałam ochotę na takie plastry, już wcześniej je robiłam i przepadam za nimi. Zdecydowanie są dla ludzi o zdrowej wątrobie - niesamowicie tłuste. Najlepiej usmażyć je na oliwie, bo tłuszcz jest integralną częścią tego dania i jego jakość przesądza o wszystkim.




Przepis pochodzi z książeczki, bardzo ciekawej, która była dołączona do patelni wok sto lat temu i już słuch o tej patelni zaginął a przepisy zostały.


Potrzebny jest nam bakłażan, trochę mąki, oliwa i w przepisie chcą mieloną kolendrę, mielony kmin rzymski i paprykę chili w proszku a ja polecam przyprawę arabską shoarma ( do kebabów). W niej jest i kolendra i kmin i papryka słodka i jeszcze gożdziki, cynamon, czosnek, kardamon, koper włoski, cebula, kurkuma, gorczyca, pieprz czarny, imbir, kminek gałka muszkatołowa, sól i chili.  Najpierw plastry posypuje się solą i zostawia na kwadrans - sól wyciąga z nich trochę wody. Potem obtacza się je w mące, w której jest ta przyprawa, smaży i voila! Do tego jogurt naturalny, który nakłada się na taki plaster. Dobra jest prosto z patelni i na zimno na śniadanie do chleba.






Ostatnio oglądałam zaćmienie słońca ( solar eclipse), byłam akurat na spacerze z suczką, ale już wracałyśmy. W domu Claire spała w łazience w domku i nie chciała oglądać, chociaż tłumaczyłam jej co to jest, że rzadko się zdarza, ale ona myśli tylko o szynce. ( Ciągle chce szynkę) Mnie to się bardzo podobało, przez jakiś czas było tak ciemniej, ale światło było jakby miodowe i robiło to przyjemne wrażenie - bo dzień był bardzo słoneczny...




To jest mój ulubiony chleb chrupki, na który nałożyłam sobie następnego dnia taki plaster z lodówki, ale oczywiście już bez masła.
Po wyżerce zrobiłam miętową herbatę, która jest według mnie przepyszna i pasuje do wschodniego charakteru tej przekąski i poza tym dobrze jest napić się mięty po takim jedzeniu. Ja piję miętę często bo lubię ale nie słodzę jej, jak robią Arabowie. Nie słodzę też kawy a czarną herbatę miodem...



Claire cały czas teraz chodzi i śpiewa : " La la la! Sama wiem co mam pisać!" lub " Tra la la la! Ja nic nie powinnam, czasem tylko chcę!" i jeszcze pisała łapką jakby " it has become weird to me". Obiecała że pojawi się niedługo  i podobno pracuje nad streszczeniem artykułu naukowego o soji! Nie wiem jak sobie poradzi, będzie też coś o pasztecie rybnym - jeszcze przed Świętami.

Sunday, 22 March 2015

Puzzle z kotami i książki - part 1

Super, że znowu piszę post! Kotka back in town!!! Rozbiłam już dziś doniczkę, a teraz jeszcze dorwałam się do laptopa...

Zdobyłam Warszawę :P

Moja Baba ma puzzle z kotami - chciałam je pokazać,  prosiła o to Monika, ta od Majki i Mikiego. Miki jest podobny do mnie ale Baba mówi że oni są daleko i musiałabym tam lecieć... Ja czasem trochę latam, z oparcia fotela na stół najczęściej, ale to chyba chodzi o coś innego... Kiedy Baba układa takie puzzle nie pozwala mi wchodzić do pokoju i to samo jak grają w scrabble!
Ja interesuję się wszystkim, w Internecie też jestem rozeznana, wiem co u kogo... Znam  Misię z Elbląga, Dziubula i Piranię ( to rasowce są, ale sympatyczne), w Andrzeju na początku się podkochiwałam, ale potem dowiedziałam się że jest młodszy! Teraz raczej podoba mi się Bemol i czasem również interesuję się takimi kotami z Kalifornii, bo Moja Baba czyta blog amerykański. W Kalifornii jest kot podobny do mnie i widziałam jeszcze gdzie indziej, że w Paryżu też... Nie przypuszczałam że mam tak liczną rodzinę wszędzie! Jednak Internet to okno na świat...





Te puzzle są w kształcie kota i on jest taki bajkowy... Baba zamówiła je w sprzedaży wysyłkowej jakiejś Selec, stamtąd też ma torbę w koty, o której już pisałam kiedyś. Ma też album " Wszystko o kocie" i jeszcze trochę książek. Teraz pokażę Wam tylko kilka, ale jak będziecie tu zaglądali, to jeszcze potem będą!






 Baba teraz już pozwala mi oglądać telewizję, oglądałyśmy francuski film o Indiach. Byli na targu wielbłądów w Radjastanie i szli z nimi do Puskharu a potem jechali pociągiem takim jak Orient -Express, bardzo luksusowym. Ona ledwo rozumie po francusku ale zdjęcia były rzeczywiście piękne. No i jak zwykle Baba ogląda wyścigi kolarskie, bo sezon już się zaczął, ale to ona sama napisze!

Śmieszne, no nie? Tres jolie!

Wednesday, 18 March 2015

Szkodliwe składniki kosmetyków

Jakiś czas temu przypadkowo znalazłam się na stronie " Faktu" i akurat trafiłam na tekst o szamponach. Przede wszystkim, ja nie jestem osobą, która czyta "Fakt" !!!Weszłam tam przez wyszukiwarkę szukając czegoś, a ten artykuł traktuję z pewnym dystansem. Nie ma tam odnośników do badań naukowych i nie jest za bardzo profesjonalny, ale też z drugiej strony nie ma dymu bez ognia...

http://www.kobieta.fakt.pl/zdrowie-i-fitness/trujace-szampony-substancje-trujace-w-szamponach,artykuly,510143.html


Szczególnie nie zgadzam się z tym co piszą o Propylene Glycol (glikol propylenowy), który rzeczywiście jest w wielu kosmetykach, ale nie wydaje mi się żeby sam fakt że to produkt ropopochodny był taki straszliwy. Ropa naftowa to surowiec naturalny, o.k. glikol propylenowy to to samo co płyn "borygo", który jest potrzebny przy samochodzie, ale to po prostu znaczy że propylene glycol ma wiele zastosowań. ( o tym że to płyn borygo wiem skądinąd) . Nie wiem - dla mnie to raczej tania sensacja. Mnie to nigdy nie uczulało i nie zamierzam się tym przejmować. U mnie w Carrefourze są takie odżywki i szampony, jak to obok Fafiego, kosztują ok 4-5 złotych i taka odżywka jest moim wyjściem kryzysowym kiedy jestem zupełnie bez kasy. Ma propylene glicol a szampon ma też Sodium Laureath Sulfate. Akurat to SLS bardziej wydaje mi się niebezpieczne, a innych składników z tej listy jakoś się nie doszukałam. Przejrzałam nie tylko szampony - SLS to substancja pianotwórcza i jest tak samo w żelach pod prysznic i w pastach do zębów.


W moich zasobach znalazłam wolne od SLS i nawet od PG następujące, często przeze mnie kupowane:
Lubię ten balsam Dove, też ze względu na rodzaj pudełka, z którego można wszystko wybrać i nic się nie marnuje...



W szamponie Alterra nie ma Sodium Laureath Sulfate i w żelu pod prysznic tej firmy też nie ma - to kosmetyki z Rossmana, taki szampon jest za ok. 10 złotych, ale nie wiem czy to nie była promocja?



O tym żelu już pisałam, on też nie ma SLS ( ale seria Jardins Du Monde niestety ma).
Nigdy wieczorem nie chce mi się robić demakijażu mleczkiem i wolę taki żel, który zmywa mi też tusz do rzęs i nie podrażnia mi niczego. Jestem najczęściej tak zmęczona, że chcę jak najszybciej walnąć się do wyra, które jest już zajęte...


Dostałam też niedawno balsam do ciała właśnie z vaseline, która jest ropopochodna i ten glicol tam jest. Jest to najlepszy dla mnie balsam, jaki kiedykolwiek miałam, co się okazało kilka dni temu. Poza tym kupiłam pastę do zębów bez SLS, na wszelki wypadek, ale znalazłam tylko do zębów mlecznych. Jest całkiem fajna - obdrapania szafki to dzieło Claire, które kontynuuje...





Często kupowany przeze mnie krem do rąk i tonik, który kupuję na zmianę z ogórkowcem Ziaji, melisowym - chyba "Urody" i winogronowym Garniera ( nie mają tego SLS, ale w płynach micelarnych jest).

Saturday, 14 March 2015

Zabierają łąkę!

Zaraz po tym, jak napisałam post o łące w okolicy, poszłam tam i teraz jest już inaczej! Zabierają ją, konkretnie część łąki, tą z drzewami. Chyba wybudują tam apartamentowce, bo ostatnio tylko to tu budują - są bardzo ładne i na parterze nieraz jest kafejka albo fryzjer, nawet fajne... Podobno mieszkania są nawet po milion. Niestety moje nie jest tyle warte... ( Bo nie jest w apartamentowcu).

http://www.claireinacave.blogspot.com/2015/02/pochmurny-dzien-na-ace.html

 Nie wiem co o tym sądzić... Szkoda mi tego miejsca, nawet bardzo, ale na razie wygląda to tylko na częściowe okrojenie  a poza tym ludzie robili z tego zagajnika straszliwy śmietnik. Zależy, co wybudują i ile zabiorą...








Te zdjęcia zrobiłam ponad tydzień temu, wczoraj już drzewa były pościnane i porąbane w kawałki- widziałam przez dziurę w płocie. Ludzie wynosili tam śmieci, na przykład  wielkie wiadra po farbach, a kiedyś Misiek mój nieboszczyk chciał wytarzać się w innym nieboszczyku, ale udało mi się go złapać w ostatniej chwili. Ktoś położył tam martwego psa! Jeżeli pisałam że wkurzają mnie niektórzy ludzie "warszawscy" to właśnie tacy, którzy po prostu wrzucają worki ze śmieciami w drzewa, choć każdy ma śmietnik koło domu. Z tego względu to może i dobrze, że teren będzie teraz zadbany.



Była tam też czterolistna koniczyna, która skojarzyła mi się z Irlandią. Co prawda symbolem Irlandii jest koniczyna trójlistna, bo oni uważają że to Trójca Święta ( Irlandia jest bardzo religijna), ale ja jakoś ostatnio mam znowu fazę irlandzką... Faza irlandzka u mnie jest chyba cykliczna, przeplata się z warszawską i małopolską. Chodzi o to czy wychrzaniać z tego kraju czy nie. Teraz oczywiście niby nie mogę wyjechać, ale ja jestem taka że mogłabym rzucić wszystkich i wszystko w cholerę, zabrać tylko Claire i suczkę i jechać, aby nigdy nie wrócić! Jak zobaczyłam te płoty i koniczynę to znowu myślałam o wyjeżdzie i tylko to że wymyśliłam sobie firmę, którą łatwiej mi założyć w Polsce sprawi że zostanę. ( Ta firma to nic wielkiego, ale ja po prostu muszę zostać szefem, najlepiej w 1-osobowej konfiguracji, tylko ja).

Szkoda mi bardzo tej łąki... W tych ściętych drzewach było też takie małe bajorko, gdzie Misiek kiedyś zażył kąpieli i wyszedł oplątany zielonymi wodorostami. W dzieciństwie chodziłam tam po rzęsę do akwarium, bo w szkole podstawowej byłam hodowczynią ryb.
Na jesieni zrobiłam zdjęcie tym drzewom. Nie miałam pojęcia że to będzie pamiątka, bo już ich nie ma, nia ma... Koniec z jarającymi biznesmenami i z szałasami piwnymi, ot co...


Tuesday, 10 March 2015

Nad rzeką dzieciństwa- part 1

Właściwie mam dwie- Wisłę i Rabę, rzekę z wakacji, która po latach wydaje się być rzeką z marzeń. ( Będzie o niej w drugiej części) Wisła to właściwie moje życie, bo mam ją prawie za oknem, dosłownie kilka minut od domu. Jej brzeg porastają niezwykłe, bardzo mazowieckie zarośla, z dzikami, łosiami, bezpańskimi psami ( jednego wzięłam, to był mój poprzedni - on znał każdy metr tych krzaczorów). Kiedyś był tu obóz rumuńskich Cyganów, potem ich deportowali, to było bardzo dawno. Znależli tu też mnóstwo żółwi posklejanych taśmą klejącą, były z nielegalnego przemytu i ktoś się ich pozbył. Podobno je odratowali. Trochę boję się tam wchodzić, koczują tam wędkarze, którzy czasem są dziwni. Dawno temu szłam  z Miśkiem ( to ten pies) i  wędkarz zawołał że mój pies jest ładny, a ja nie...Wydaje mi się że wtedy byłam jeszcze do rzeczy, a teraz to już tylko lifting, liposuction, dermabrazja i termoloki mi pomogą... Na wszelki wypadek nie wchodzę  za bardzo w te zarośla... Słyszałam że bezdomni budują tam domy na drzewach. Może to jest kawałek prawdziwej Warszawy?

The river Vistula

W dzieciństwie czasem chodziliśmy tam, albo z mamą opalałyśmy się na łachach. Trzeba było przejść po kostki w wodzie i potem rytualnie obmywałam je pod prysznicem. Teraz ta woda jest już w lepszym stanie, ale mimo wszystko nie pozwalam suczce tego pić ani tam pływać. Wtedy na łachach jak miałam 11 lat był dzik. Ludzie się opalali i z krzaków wyszła dziewczyna z sąsiedniego bloku z chłopakiem, który grał w jakimś zespole i powiedzieli: " W krzakach jest dzik" po czym nastąpiła ogólna ewakuacja. Oczywiście, moja matka już nigdy tam nie poszła, choć nikt go nie widział. Teraz to jest całe stado, niedawno słyszałam że ludzie widzieli wiele śladów na piasku a inni widzieli je wieczorem jak ryły pod billboardem reklamowym niedaleko tu. Sąsiadka szła na działki, dwa lata temu i widziała parę dzików, które stały pod pubem i pijacy karmili je kajzerkami. Musiała przejść obok jednego ale podobno interesował się tylko kajzerką. Teraz zburzyli ten pub...Były też pod pocztą, kilka sztuk i chciały wejść do ogródka przedszkolnego, ludzie robili zdjęcia telefonami ale ja niestety nie mam. Po drugiej stronie Wisły są identyczne krzaki i tam też jest stado.


Vistula`s shore and the Northern Bridge

W dali widać Most Północny, ten jeszcze stoi. Metro też włączyli w niedzielę, ale jeszcze nie jechałam. Metro jest w ogóle w porządku ale w Pradze czeskiej jest najlepsze, a potem w Paryżu. W Pradze tak super mówią: " Dveri se zaviraji! Ukończitie vystup a nastup!" i " Prestup na trasu B".

Teraz kilka zdjęć z powodzi 2010, te drzewa, które widać na górnych zdjęciach to te, które wystają z wody samymi czubkami. To była druga fala, jak była pierwsza było mnóstwo ludzi. Byłam tam jeszcze z Miśkiem, tak właśnie wyglądał...

Misiek



Flood 2010, Warsaw

Dziki musiały gdzieś się przenieść wtedy. Sąsiadka kiedyś znalazła tam bernardyna przywiązanego do drzewa, z wielką raną na grzbiecie i uratowała go. Ja kiedyś widziałam stado kuropatw na śniegu a często zdarzają się też łosie. Przychodzą do parku na małe jabłuszka, tzw "rajskie" i chodzą między blokami - rok temu jeden wszedł na boisko do liceum i wywieżli go. Ludzie myśleli że to koń.

I taka jest prawda o wielkich miastach, że są pełne zwierząt i zielone.

Friday, 6 March 2015

Oczekiwana wiosna




Z okazji nadchodzącego Dnia Kobiet przedstawiam Wam taką piosenkę! Ten song jest bardzo przedwiosenny, energetyczny i klip też sam w sobie jest fajny. Lubię Laurę Pausini, w Polsce może nie jest bardzo popularna, ale ja od lat słucham jej piosenek. To wspaniała artystka :). James Blunt też może być, ale wolę ją.

Dzień Kobiet u nas kojarzy się ludziom z PRL, komuną i z "ruskimi" i mało kto wie że to święto jest dla uczczenia amerykańskich robotnic, które zginęły w pożarze fabryki chyba w XIX wieku. Albo kojarzy się z feminizmem, a ja mocno się dystansuję do feminizmu. Ja ogólnie nie lubię ludzi radykalnych, nieważne czy będą to feministki czy ultrakonserwatywne prawicowe środowiska. Sama jestem  centrystką, w stronę konserwatywnego liberalizmu raczej, ale nie będzie tu o tym...( Mój znajomy twierdzi że nie ma czegoś takiego jak " centrystka" ale myślę że się czepia).

Jakkolwiek, sprowadzono nam łabędzie, na razie są bardzo młode:




Suczka bardzo się ich boi, zresztą słusznie bo łabędż jest bardzo silny a ona jest taka malutka! Stała na brzegu i obserwowała akurat samca i kiedy zaczął płynąć w jej stronę natychmiast dała dyla i bardzo spietrana ukryła się za moimi nogami. Do kaczek nie ma takiego respektu i robi im treningi fitness.
Skończyła się herbata, którą dostałam w prezencie - Earl Grey jest moim ulubionym rodzajem, szczególnie w chłodne wieczory, kiedy ciągle trzeba nosić rękawiczki. Ta herbata była taka dobra że może zamówię sobie następną i jeszcze inne rodzaje!



Teraz kończy się herbata cynamonowa " Wastocznaja Skazka", wyprodukowana w białoruskim monastyrze prawosławnym. Nie jestem prawosławna, ale mam taką herbatę - kupiłam ją na kiermaszu w Warszawie od prawosławnych mniszek, które mówią po polsku. Jak UE naprawdę wprowadzi zakaz cynamonu to będę sprowadzała sobie z Białorusi, chociaż myślę, że jednak odstąpią od tego. Prawosławie mnie fascynuje bo interesuję się historią sztuki, te wszystkie cerkwie, ikony i muzyka...
Tą pierwszą herbatę można kupić na www.smacznaherbata.pl a białoruską na www.obitel-minsk.by