Przyniosła do łóżka następną zabawkę, dostała ją pod choinkę i teraz jest już we właściwym miejscu, na "jej posłaniu". W Sylwestra wieczorem poszłam z nią na długi i bardzo męczący spacer po gołoledzi, oczywiście była na smyczy i bardzo ciągnęła. Szczęśliwie udało się jej mnie nie przewrócić ale znalazła kość koło śmietnika i zjadła ją. Specjalnie zabrałam ją tam, gdzie nie ma rac, poza osiedle, a ona wcale się nie bała, tylko szukała kości. Rano w Nowy Rok znalazła dwie nowe kości, nad wodą, zjadła je i do dziś nie je swojego żarcia. Zjadła tylko łososia, Dental Stick i z miski Claire... Spacer w ogóle był fajny, spotkałam panią, krzyczącą na chłopca, który chodził po lodzie. Chłopiec powiedział że "życie trzeba przeżywać ostro" ale zszedł. Tu jest bardzo płytko ale właściwie ta kobieta miała rację. Suczka przeszukała klomby, w których mieszkają szczury, ale nic nie upolowała.



.jpg)


Fajna psinka ;)
ReplyDeleteA co do kultury to się zgodzę ;)
Może też dlatego, że podobno Wy z Krakowa :))). Moi dziadkowie po mamie byli z Krakowa i wychowali mnie po krakowsku, tylko niestety mieszkamy w W-wie i ja od dziecka czuję się tu obco... Ale jest też sporo ludzi bardzo fajnych w tym mieście, ale tacy cierpią :D
ReplyDelete