.
To jest słoik vintage po kawie, z lat 60-tych. Mam kilka takich, w tym są gożdziki. Bardzo lubię mój słoik, w ogóle rzeczy z lat 60-tych i wczesnych 70-tych ( nie muszą mieć wielkiej wartości w sensie kolekcjonerskim czy handlowym- ten słoik oczywiście nie ma wartości, ale kocham go i zaklęty w nim czas).
Oprócz zmielonych gożdzików potrzebne są inne przyprawy: imbir, sok z cytryny ( świeży, dwie łyżki), cynamon, 3/4 szklanki rodzynek ( najlepiej niesiarkowanych, albo nasączonych olejem bawełnianym). Przede wszystkim: dynia 70 dag ( miałam "kabaczek"), 3 kwaśne jabłka, 5 dag masła, pół szklanki cukru ( może być trzcinowy), lody waniliowe. Do zrobienia kruszonki: 2 szklanki mąki, czubata łyżeczka proszku do pieczenia, 20 dag masła, 2/3 szklanki cukru.
Uprzedzam, że wychodzi wielka ilość, dla dwóch osób na 2,3 dni czy jakoś tak ... A u nas jeszcze pies pomagał jeść kruszonkę.
Dynię kroi się w kostkę, jabłka, obrane, też się kroi. Potem na patelni rozgrzewa się, wg przepisu masło z cukrem, ale to jest niezdrowe, i ja dałam oliwę, a cukier wsypałam potem. Podsmaża się dynię, jabłka i dolewa sok cytrynowy, przyprawy i rodzynki. Rodzynki można wcześniej namoczyć np: w rumie, ale ja nie namoczyłam, chociaż mam rum z Lidla i nawet francuską brandy, ale jakoś akurat nie chciałam tak. Dusi się na małym ogniu pod przykrywką trochę uchyloną i dynia ma zmięknąć. Potem wkłada się to do formy do zapiekania i nastawiamy piekarnik na 200 stopni C.
To moja ukochana książeczka, z której pochodzi ten przepis, i również poprzedni czyli wołowa zapiekanka, oraz ten o tarcie szpinakowej. Naprawdę ją wykorzystuję i jestem zadowolona.
Kruszonkę robi się w misce ugniatając mąkę z masłem, cukrem i proszkiem, po czym rozkłada się ją równomiernie na masie dyniowo- jabłkowej. Piecze się 35-45 minut, wierzch ma być rumiany, potem odstawia się na ok. 20 minut i podaje z lodami. Ja kupowałam lody w małym sklepie osiedlowej i były tylko takie Grycan, ale jak dla mnie one były raczej mleczno-proszkowe a nie waniliowe. Ewentualnie proszkowo- mleczne... Smak mleka w proszku był absolutnie dominujący. W dzieciństwie czasem wyjadałam mleko w proszku z torebki i to mi się od razu przypomniało, bo smak był w zasadzie identyczny. Wolę waniliowe Carte d`Or, cena jest podobna a z tych tańszych nawet Algida Śmietankowo- Śmietankowa jest lepsza. ( Inne Algidy są niedobre, jeśli o mnie chodzi)
Potem kawa z mlekiem i da się żyć. Dostałam taką Davidoff, może nie powinnam jej wstawiać, bo ta firma produkuje papierosy, a ja nienawidzę papierosów i sama bym takiej nie kupiła. Muszę jednak przyznać że jest rzeczywiście bardzo dobra.
Ja jestem "antagonistką". "Antagoniści kawy" to dziwni ludzie, którzy po niej zasypiają. Ja właśnie tak mam. Zasypiam też po zielonej herbacie i w ogóle zasypiam, zawsze bardzo chętnie. Ostatnio cztery razy zasnęłam nad Murakamiego "Przygoda z owcą" - jeszcze tego nie skończyłam. Bo ciągle śpię.






Też bym chciała zasypiać po kawie :-)))
ReplyDeleteAle niestety pobudza mnie :-)
Na mnie działa tylko red bull i raz piłam zieloną herbatę, ale przywiezioną z Chin, taką kulkę-kwiat na 10 parzeń. Pierwszy raz rzeczywiście był niezły :)
ReplyDelete