![]() |
| The river Vistula |
W dzieciństwie czasem chodziliśmy tam, albo z mamą opalałyśmy się na łachach. Trzeba było przejść po kostki w wodzie i potem rytualnie obmywałam je pod prysznicem. Teraz ta woda jest już w lepszym stanie, ale mimo wszystko nie pozwalam suczce tego pić ani tam pływać. Wtedy na łachach jak miałam 11 lat był dzik. Ludzie się opalali i z krzaków wyszła dziewczyna z sąsiedniego bloku z chłopakiem, który grał w jakimś zespole i powiedzieli: " W krzakach jest dzik" po czym nastąpiła ogólna ewakuacja. Oczywiście, moja matka już nigdy tam nie poszła, choć nikt go nie widział. Teraz to jest całe stado, niedawno słyszałam że ludzie widzieli wiele śladów na piasku a inni widzieli je wieczorem jak ryły pod billboardem reklamowym niedaleko tu. Sąsiadka szła na działki, dwa lata temu i widziała parę dzików, które stały pod pubem i pijacy karmili je kajzerkami. Musiała przejść obok jednego ale podobno interesował się tylko kajzerką. Teraz zburzyli ten pub...Były też pod pocztą, kilka sztuk i chciały wejść do ogródka przedszkolnego, ludzie robili zdjęcia telefonami ale ja niestety nie mam. Po drugiej stronie Wisły są identyczne krzaki i tam też jest stado.
![]() |
| Vistula`s shore and the Northern Bridge |
W dali widać Most Północny, ten jeszcze stoi. Metro też włączyli w niedzielę, ale jeszcze nie jechałam. Metro jest w ogóle w porządku ale w Pradze czeskiej jest najlepsze, a potem w Paryżu. W Pradze tak super mówią: " Dveri se zaviraji! Ukończitie vystup a nastup!" i " Prestup na trasu B".
Teraz kilka zdjęć z powodzi 2010, te drzewa, które widać na górnych zdjęciach to te, które wystają z wody samymi czubkami. To była druga fala, jak była pierwsza było mnóstwo ludzi. Byłam tam jeszcze z Miśkiem, tak właśnie wyglądał...
| Misiek |
![]() |
| Flood 2010, Warsaw |
Dziki musiały gdzieś się przenieść wtedy. Sąsiadka kiedyś znalazła tam bernardyna przywiązanego do drzewa, z wielką raną na grzbiecie i uratowała go. Ja kiedyś widziałam stado kuropatw na śniegu a często zdarzają się też łosie. Przychodzą do parku na małe jabłuszka, tzw "rajskie" i chodzą między blokami - rok temu jeden wszedł na boisko do liceum i wywieżli go. Ludzie myśleli że to koń.
I taka jest prawda o wielkich miastach, że są pełne zwierząt i zielone.






To naturę masz bardzo blisko :-)
ReplyDeleteTylko lepiej chodzić na takie niezbadane tereny w jakimś towarzystwie ,
sama bałabym się nawet z psem...
Ale okolica ciekawa ...
Misiek był dość duży, ale ja też się bałam nawet z nim! W Warszawie tak jest w miejscach, gdzie okalają ją lasy, to wszystko przyłazi do miasta ;-)
ReplyDeleteNiesamowite rzeczy opisujesz, nawet nie pomyślałam, że masz tyle zwierząt wokół, mieszkając w Warszawie; tę powódź oglądałam w tv, niespokojne oczekiwanie na wodę; człowiek zabiera zwierzętom coraz więcej przestrzeni, to i przystosowują się do miasta; pozdrawiam.
ReplyDeleteSą też lisy, sarny, wszystko to ma młode, ale oczywiście to nie jest city, tylko bardziej krańce miasta - super powietrze jak na wsi :-). Te zwierzeta całkiem dobrze sobie radzą wśród ludzi, a widziałam też film o miastach w Brazylii, gdzie małpy z dżungli siedzą na sygnalizacji świetlnej. Myślę że to się będzie rozwijać:)
DeletePowódż tu to było więcej hałasu niż rzeczywistych strat :D
Fajne zdjęcia :-)
ReplyDeleteŚliczny piesek :)
Obecnie już za Tęczowym Mostem, odszedł w finał Euro 2012 :(
Deleteulala.. ja pamiętam wyjazdy nad rzekę z rodzicami i znajomymi w dzieciństwie.. kąpanie, grill :)
ReplyDeleteU nas były ogniska z kiełbaskami, grilla my nie mieli :(. Moja kuzynka z Francji przyjeżdżała i miała super ciuchy i zabawki- to się pamięta całe życie...
ReplyDelete