Wszędzie są kwiaty, głównie stokrotki i mlecze - ja bardzo lubię mlecze, mimo że są wszędzie. Tak samo bardzo lubię gołębie, ale nie znoszę forsycji. Forsycje wydają mi się bardzo banalne, może dlatego że kojarzą mi się z takimi okropnymi skwerkami pomiędzy blokami.
W tygodniu super jest tak siedzieć sobie nad wodą, bo wtedy są głównie wędkarze w dresach i emerytki, idące na działki z wózkami na kółkach, takimi w kratkę. ( Jeden wędkarz ma dwa yorki!). Jak poszłam w ostatnią sobotę miałam lekki stres. Była super rewia mody, mnóstwo rowerów a każdy na oko po 3 tysiące albo droższy, do tego ciuchy... Oczywiście, jest coś za coś. Ci ludzie są tylko w weekendy, i kiedy ja przesiaduję tam w zwykłe dni oni tyrają w korporacjach. Ja nigdy nie tyrałam w korporacji i nigdy nie będę miała najdroższego roweru ani takich ciuchów. Chociaż to też jest złudzenie, bo ja widzę mnóstwo ludzi i oni jakby wszyscy robią na mnie wrażenie, a przecież każdy jest oddzielnie i ma tylko to, co ma.
Kolejna sprawa tu to małe pisklęta. Kurki już mają a niedługo jeszcze będą kaczuszki. Suczka zachowuje się bardzo ok ale są ludzie, którzy mają wówczas okazję by upuścić trochę nienawiści i w takich sytuacjach ja też ich opieprzam. Z natury jestem spokojna, ale nie mogę znieść idiotów. Suczka siedzi tylko w wodzie, ona nie pływa i nie interesuje się tymi pisklętami a ja nie mogę słuchać ludzi, którzy robią z tego kraju od nowa Polskę Ludową. Ale ostatnio nawet nic się nie działo...
W weekend będzie ciasto drożdżowe z kremem daktylowym, które znalazłam na jednym blogu - teraz czasem będziemy robić coś z blogosfery...























































